Jesteś tutajForums / Zmiany legislacyjne / Jak powinien funkcjonować nowy samorząd zawodowy urbanistów?

Jak powinien funkcjonować nowy samorząd zawodowy urbanistów?


Filip Sokołowski's picture

By Filip Sokołowski - Posted on 13 marzec 2017

Wśród ostatnich doniesień dotyczących zmian w projekcie Kodeksu Urbanistyczno - Budowlanego pojawiły się informacje o zamiarze przywrócenia zawodu urbanisty. Szczegółów oczywiście nikt jeszcze nie zna, ale sama informacja sprawiła, ze pojawiły się dyskusje na tamat oceny kwalifikacji urbanistów i przyjmowania do nowego samorządu zawodowego. Na portalu KontrUrbanista pojawił się nawet autorski projekt dotyczący przywracania zawodu urbanisty - zachęcamy do zapoznania się z nim: http://kontrurbanista.webnode.com/news/korporacyjnym-reformatorom-pod-rozwage/ . Pojawiły się również głosy krytykujące ponowną regulację dostępu do zawodu urbanisty wskazujące na wady zderegulowanego systemu i samej izby. W związku z powyższym proponuję, abyśmy podyskutowali o formie jaką powinna przyjąć nowa instytucja (samorząd zawodowy?) zrzeszająca urbanistów - jak ta instytucja powinna funkcjonować? Czym powinna się różnić od byłych izb urbanistów?

Zachęcamy również do dyskusji o samej regulacji dostępu do zawodu urbanisty: http://www.urbanistyka.info/content/harmonogram-wdra%C5%BCania-kodeksu-reaktywacja-zawodu-urbanisty 

 

projektowanie_urbanistyczne's picture

Przeczytałem słowa przestrogi i prawdy:

"Problem smogu oraz zabudowywania korytarzy powietrznych w miastach, dzięki którym w wielkich aglomeracjach odbywa się przepływ powietrza, pokazuje, jak bardzo brakuje dobrych urbanistów. Trzeba to zmienić. Miejscowe plany i decyzje powinny opracowywać osoby o odpowiedniej wiedzy." T.Ż.

Oczy przetarłem, przeczytałem raz jeszcze powyższe słowa, chwyciłem za słuchawkę i wybrałem numer telefonu do Ministerstwa.

W rozmowie telefonicznej z Departamentem Polityki Przestrzennej Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa powiedziano mi tyle, że nie kodeks a ustawa o architektach, inżynierach budownictwa oraz urbanistach wprowadzi regulację zawodu. Trwają obecnie intensywne prace nad jej projektem. Informacji dot. ewentualnych przepisów przejściowych nie uzyskałem - prace nad projektem trwają... ale długo to nie potrwa. Słyszałem, że nowy projekt ustawy a nie regulacja w kodeksie powstaje w celu skrócenia drogi wcielenia w życie tego pomysłu.
Z rozmowy zrozumiałem tyle, że każdy zgłoszony dotąd projekt o przywróceniu samorządu wylądował w ministerialnym koszu, ponieważ ministerstwo chce wprowadzić egzamin na ministerialnym poziomie cyt."będzie egzamin dla wszystkich". (przy czym jeszcze trwają rozważania nad odstępstwami i zwolnieniem z egzaminu).

To co jest pewne, to:
- prawo nie działa wstecz,
- samorząd nie istnieje od kilku lat,
- są w toku procedury MPZP i SUiKZP, które sporządzają projektanci "z deregulacji" uprawnieni zgodnie z ustawą (wśród pracowni, które znam to będzie na pewno więcej jak 100 procedur... nadmienię, że nie mam wielu znajomych),
- ponad 1000 osób zapłaciło kiedyś za egzamin, którego mogło nie zdawać a możliwe, że będzie musiało zapłacić za egzamin ministerialny - w końcu izba nie istnieje,
- wszystkie grupy uprawnionych (zgodnie z Art. 5 obowiązującej ustawy) projektantów mają podpisane setki/tysiące umów z gminami,
- prawnicy zacierają ręce,
- będzie się działo...

Zastanawiam się kto będzie decydował o zdaniu egzaminu i co będzie decydowało o jego zdaniu.
Może smog? a może smok?

A co Państwo o tym myślicie??

Paweł P.

kontr-urbanista's picture

Proponuję raczej dyskusję na tytułowy temat: "Jak powinien funkcjonować nowy samorząd zawodowy urbanistów?"
Myślę, że to będzie bardziej dla wszystkich interesujące (opinia zainteresowanych) niż ministerialne "patenty", na które i tak nie mamy wpływu.

Piotr F's picture

Dzisiaj jeszcze nie wiadomo jaką formę przyjmie zrzeszenie urbanistów - czy będzie to w ogóle samorząd zawodowy. Może się przecież skończyć na rejestrze uprawnionych urbanistów, co oczywiście byłoby gorszym rozwiązaniem, o ile działalność przyszłego samorządu nie sprowadzałaby się też do bycia takim rejestrem. Nie chciałbym oczywiście nikogo urazić, ale w przeszłości tak właśnie było, no może za wyjątkiem Izby wrocławskiej. Dobrze byłoby nie powielać tamtych błędów. Istotą działalności takiego nowego samorządu powinna być działalność szkoleniowa, reprezentacyjna ale także kontrolna w stosunku do członków tegoż samorządu. Dwie patologie, które moim zdaniem sprawiły, że wiedza (zawód) urbanisty zaczęła tak mało znaczyć, ze stwierdzono, że właściwie może go wykonywać prawie każdy to - patologia prawnicza i patologia związana z ceną i jakością opracowań planistycznych. Patologia prawnicza doprowadziła do tego, że dzisiaj jakość planów miejscowych mierzy się tylko i wyłącznie przez pryzmat prawa. Urbaniści pozwolili sobie wejść na głowę i dzisiaj zamiast projektować to wertują orzeczenia sądów. Dlaczego się tak stało? Bo nikt nie reprezentował naszych interesów, choćby w dyskusjach z organami nadzoru. Druga z wymienionych przeze mnie patologi dotyczy samego środowiska, które respektując nieuczciwą konkurencję zapędziło się w kozi róg. Ceny opracowań planistycznych w wielu przypadkach są skandalicznie niskie. Przekłada się to bezpośrednio na jakoś opracowań, ponieważ utrzymanie firmy jest możliwe jedynie przy nieustannym pozyskiwaniu coraz większej liczby projektów za psie pieniądze. Ilość projektów realizowanych jednocześnie wpływa na ich jakość. Co mam na myśli mówiąc o nieuczciwej konkurencji - a no mam na myśli osoby "dorabiające" do swoich Państwowych pensji w godzinach swojej pracy. W niektórych województwach (nie chcę wskazywać palcem) takie praktyki są powszechne. Druga grupa to pracownicy urzędów wojewódzkich wykorzystujący swoją pozycję do pozyskiwania prywatnych zleceń - mieć człowieka w nadzorze oznacza przecież mniej kłopotów z nadzorem. Trzecia grupa to niedoświadczone firmy, chcące za wszelką cenę wygrać przetarg. Działalność kontrolna samorządu powinna się skupić na wyeliminowaniu tej patologii. W przeciwnym wypadku ponowna regulacja nie ma najmniejszego sensu.

kontr-urbanista's picture

>>Dobrze byłoby nie powielać tamtych błędów. Istotą działalności takiego nowego samorządu powinna być działalność szkoleniowa, reprezentacyjna ale także kontrolna w stosunku do członków tegoż samorządu.<<

Dokładnie to było istotą działalności Izby Urbanistów - wiemy jak to się skończyło. Samorząd może ponownie funkcjonować, ale tylko w formule dobrowolnej. Tylko co z pozostałymi urbanistami, którzy nie wyrażą akcesu do takiego dobrowolnego samorządu? Uważam, że dopiero rozwiązanie tej zagadki pozwoli skutecznie przywrócić zawód urbanisty.

>>Patologia prawnicza doprowadziła do tego, że dzisiaj jakość planów miejscowych mierzy się tylko i wyłącznie przez pryzmat prawa. Urbaniści pozwolili sobie wejść na głowę i dzisiaj zamiast projektować to wertują orzeczenia sądów. Dlaczego się tak stało? Bo nikt nie reprezentował naszych interesów, choćby w dyskusjach z organami nadzoru.?<<

Nie istnieją przepisy prawa uprawniające organy nadzoru do dyskusji z urbanistami. Byłoby to postawienie problemu na głowie - stworzenie możliwości takiej dyskusji oznaczałoby, że poza przepisami prawa istnieje jeszcze uznaniowość urzędnicza, w ramach której obie strony mogą sie "pozaprawnie" dogadywać. Czy o taki nadzór chodzi urbanistom?

>>Druga grupa to pracownicy urzędów wojewódzkich wykorzystujący swoją pozycję do pozyskiwania prywatnych zleceń - mieć człowieka w nadzorze oznacza przecież mniej kłopotów z nadzorem.<<

Pracownicy w moim urzędzie mają całkowity zakaz jakiejkolwiek pracy dodatkowej związanej nawet w najmniejszym stopniu z zakresem obowiązków. Myślę, że identycznie jest w pozostałych urzędach wojewódzkich.

kontr-urbanista's picture

>>Patologia prawnicza doprowadziła do tego, że dzisiaj jakość planów miejscowych mierzy się tylko i wyłącznie przez pryzmat prawa. Urbaniści pozwolili sobie wejść na głowę i dzisiaj zamiast projektować to wertują orzeczenia sądów.<<

Poziom opracowań planistycznych to jakość odwzorowania koncepcji urbanistycznej w języku prawnym. I tylko to może być mierzone i oceniane "z urzędu" - jakość warstwy merytorycznej (koncepcja urbanistyczna) to zadanie dla uczelni (czyt. poziom kształcenia na kierunkach okołoplanistycznych). Urbanista, który nie potrafi zapisać swoich urbanistycznych koncepcji w języku prawnym, obligatoryjnym dla planów zagospodarowania przestrzennego (prawo miejscowe), nie może być dobrym planistą przestrzennym.
Tylko tyle planu miejscowego, ile w tym dokumencie prawa. Nie są ustaleniami planu miejscowego zapisy, które nie mają oparcia w przepisach prawa. Planowanie przestrzenne to nie jest działanie na „ziemi niczyjej” tylko na „żywym organizmie” własności z konstytucyjnie usankcjonowaną jej ochroną. Prawników administracji architektoniczno-budowlanej, nadzoru budowlanego, sądów administracyjnych nie interesuje warstwa merytoryczna (koncepcja urbanistyczna) – „narzędzia poznawcze” tych instytucji to wyłącznie język prawa. Uporczywe kontestowanie tego faktu to droga donikąd.

Piotr F's picture
kontr-urbanista napisał/a:

>>Dobrze byłoby nie powielać tamtych błędów. Istotą działalności takiego nowego samorządu powinna być działalność szkoleniowa, reprezentacyjna ale także kontrolna w stosunku do członków tegoż samorządu.<<

Dokładnie to było istotą działalności Izby Urbanistów - wiemy jak to się skończyło. Samorząd może ponownie funkcjonować, ale tylko w formule dobrowolnej. Tylko co z pozostałymi urbanistami, którzy nie wyrażą akcesu do takiego dobrowolnego samorządu? Uważam, że dopiero rozwiązanie tej zagadki pozwoli skutecznie przywrócić zawód urbanisty.

Może źle się wyraziłem - na tym powinien nowy samorząd oprzeć swoje działanie. Nie miałem na myśli poprzestania na zapisie statutowym. Sytuację dobrowolności mamy dzisiaj - izby zastąpione zostały przez działalność stowarzyszeń, w których udział jest dobrowolny i nie wpływa na możliwość wykonywania zawodu. Nie wypowiadam się na temat działalności tych stowarzyszeń, bo każde działa mniej lub bardziej aktywnie, ale przecież tak samo może być z przyszłym samorządem.

kontr-urbanista napisał/a:

>>Patologia prawnicza doprowadziła do tego, że dzisiaj jakość planów miejscowych mierzy się tylko i wyłącznie przez pryzmat prawa. Urbaniści pozwolili sobie wejść na głowę i dzisiaj zamiast projektować to wertują orzeczenia sądów. Dlaczego się tak stało? Bo nikt nie reprezentował naszych interesów, choćby w dyskusjach z organami nadzoru.?<<

Nie istnieją przepisy prawa uprawniające organy nadzoru do dyskusji z urbanistami. Byłoby to postawienie problemu na głowie - stworzenie możliwości takiej dyskusji oznaczałoby, że poza przepisami prawa istnieje jeszcze uznaniowość urzędnicza, w ramach której obie strony mogą sie "pozaprawnie" dogadywać. Czy o taki nadzór chodzi urbanistom?

Dyskusja dotyczy zmian w przepisach, a nie przepisów obowiązujących. Nie może być sytuacji takiej, że dziś coś jest zgodne z prawem, a jutro nie jest albo że coś w województwie małopolskim przechodzi, a w województwie mazowieckim już nie. To wskazuje na dużą uznaniowość tych instytucji, a same przepisy można interpretować często w dowolny sposób, na co wskazuje różnica pomiędzy stanowiskiem dwóch różnych urzędów wojewódzkich.

kontr-urbanista napisał/a:

>>Druga grupa to pracownicy urzędów wojewódzkich wykorzystujący swoją pozycję do pozyskiwania prywatnych zleceń - mieć człowieka w nadzorze oznacza przecież mniej kłopotów z nadzorem.<<

Pracownicy w moim urzędzie mają całkowity zakaz jakiejkolwiek pracy dodatkowej związanej nawet w najmniejszym stopniu z zakresem obowiązków. Myślę, że identycznie jest w pozostałych urzędach wojewódzkich.

Tak powinno być nie tylko w "Pana urzędzie". Tak powinno być wszędzie, a niestety nie jest. Są województwa, w których działania urzędników mają znamiona całkowitej patologii!

Piotr F's picture
kontr-urbanista napisał/a:

>>Patologia prawnicza doprowadziła do tego, że dzisiaj jakość planów miejscowych mierzy się tylko i wyłącznie przez pryzmat prawa. Urbaniści pozwolili sobie wejść na głowę i dzisiaj zamiast projektować to wertują orzeczenia sądów.<<

Poziom opracowań planistycznych to jakość odwzorowania koncepcji urbanistycznej w języku prawnym. I tylko to może być mierzone i oceniane "z urzędu" - jakość warstwy merytorycznej (koncepcja urbanistyczna) to zadanie dla uczelni (czyt. poziom kształcenia na kierunkach okołoplanistycznych). Urbanista, który nie potrafi zapisać swoich urbanistycznych koncepcji w języku prawnym, obligatoryjnym dla planów zagospodarowania przestrzennego (prawo miejscowe), nie może być dobrym planistą przestrzennym.
Tylko tyle planu miejscowego, ile w tym dokumencie prawa. Nie są ustaleniami planu miejscowego zapisy, które nie mają oparcia w przepisach prawa. Planowanie przestrzenne to nie jest działanie na „ziemi niczyjej” tylko na „żywym organizmie” własności z konstytucyjnie usankcjonowaną jej ochroną. Prawników administracji architektoniczno-budowlanej, nadzoru budowlanego, sądów administracyjnych nie interesuje warstwa merytoryczna (koncepcja urbanistyczna) – „narzędzia poznawcze” tych instytucji to wyłącznie język prawa. Uporczywe kontestowanie tego faktu to droga do nikąd.

"Mierzone z urzędu" - problem w tym, że poszczególne urzędy wojewódzkie mają dzisiaj różne miarki. Świadczy to o dużej uznaniowości i marginesie w interpretowaniu prawa. Dobry urbanista Pana zdaniem ma się po prostu dobrze poruszać pośród tej urzędniczej dowolności i braku odpowiedzialności.

kontr-urbanista's picture

Moim zdaniem nie ma ani jednego uczestnika procesu planistycznego „bez winy” - natychmiastowej reformy wymaga funkcjonowanie: samorządów gminnych (wójtów, burmistrzów, prezydentów a także rad gminnych), nadzoru prawnego, kontroli sądowo-administracyjnej, administracji opiniująco-uzgadniającej, planistów przestrzennych. Pominięcie kogokolwiek z w/w przekreśli sens takiej reformy – piszę o tym od 2009 r. na portalu, który prowadzę.Zapraszam do lektury.
cd...
>>"Mierzone z urzędu" - problem w tym, że poszczególne urzędy wojewódzkie mają dzisiaj różne miarki. Świadczy to o dużej uznaniowości i marginesie w interpretowaniu prawa. Dobry urbanista Pana zdaniem ma się po prostu dobrze poruszać pośród tej urzędniczej dowolności i braku odpowiedzialności.<<

Zapewne Pana zaskoczę, ale właśnie tak uważam: dobry urbanista (czyt. planista przestrzenny) ma się po prostu dobrze poruszać pośród tej urzędniczej dowolności i braku odpowiedzialności.
Przyjęcie tego „nakazu chwili” przez urbanistów do wiadomości jest warunkiem koniecznym wydobycia zawodu z niebytu, w jakim od kilku dobrych lat się znajduje.
Chyba, że woli Pan, aby tę funkcję (planisty przestrzennego) przejęli w całości prawnicy. Ten powszechny, trwający od wielu lat opór środowiska urbanistów przed akceptacją (zrozumieniem) planu zagospodarowania przestrzennego jako prawa (choć tylko miejscowego), w konsekwencji doprowadza dzisiaj do pomysłów umieszczenia prawnika jako obligatoryjnego członka planistycznego zespołu projektowego (vide projekt kodeksu). Jeśli urbanistom nie przeszkadza obowiązek posiadania w zespole projektowym takiego „prawniczego komisarza”, to muszą się pogodzić z faktem, że pozostaną w tym samym miejscu, na które zostali zepchnięci deregulacją.
Może Pan być nawet świetnym urbanistą (twórcą genialnych koncepcji urbanistycznych), ale to wyłącznie od wspomnianego „komisarza” będzie zależało, co z Pańskich urbanistycznych pomysłów wejdzie do obiegu prawnego (czyt.: otrzyma szansę realizacji). Zapewniam, że niewiele.
Ale to prawnik w tej konfiguracji stanie się planistą przestrzennym, a Pan...co najwyżej utrudniającym sprawne przeprowadzenie procedury planistycznej "gościem od nikomu niepotrzebnej urbanistyki".

Piotr F's picture

Myślę, że do tego się właśnie sprowadza dzisiaj praca urbanistów..do łapania równowagi pośród tej urzędniczej dowolności. Pan jak widzę jest po tej drugiej stronie, więc nie wiem czy Pan dokładnie zdaje sobie sprawę z tego o czym ja piszę (oczywiście bez obrazy, ale jak to mówią punkt widzenia zależy od punktu siedzenia).
Z tymi prawnikami wg KUB to temat na inną dyskusję... pytanie czy jest dzisiaj sens o tym dyskutować? I nie mam na myśli dzisiejszego sposobu stanowienia prawa, a zakres wiedzy jaki został nam do tej pory zaprezentowany w tej kwestii. Nie wiadomo jak ten wymóg będzie realizowany? Co to za prawnik miałby uczestniczyć w tworzeniu mpzp - specjalista od prawa budowlanego i prawa zagospodarowania przestrzeni czy może wystarczy absolwent studiów prawniczych o obojętnej specjalizacji? Obawiam się, że może nam się z tego upraszczania systemu planowania zrobić wojna prawnicza. Wojna, w której urbanista będzie coraz bardziej marginalizowany.

kontr-urbanista's picture
Piotr F napisał/a:

Myślę, że do tego się właśnie sprowadza dzisiaj praca urbanistów..do łapania równowagi pośród tej urzędniczej dowolności. Pan jak widzę jest po tej drugiej stronie, więc nie wiem czy Pan dokładnie zdaje sobie sprawę z tego o czym ja piszę (oczywiście bez obrazy, ale jak to mówią punkt widzenia zależy od punktu siedzenia).

"Po tej drugiej stronie" jestem 24 lata - czy mój punkt widzenia jest pochodną "mojego punktu siedzenia"? Oczywiście bez obrazy, ale chyba nie zna Pan kompletnie moich poglądów, choć są "do wglądu" od ośmiu lat na moim portalu. Szkoda, że nie chce Pan podyskutować merytorycznie z pracownikiem "znienawidzonego urzędu" - choć to, jak mi się wydaje, jedyna taka okazja (nie spotkałem się dotąd w sieci z taką sytuacją, aby pracownik organu nadzoru zabierał publicznie głos w takich dyskusjach i to pod własnym nazwiskiem)

Piotr F's picture

Dlaczego reaguje Pan tak emocjonalnie? Myślę, ze to zupełnie nieuzasadnione. Tak jak napisałem w moim poście, nie chciałem Pana urazić. W żaden sposób nie podważam Pana kompetencji. Zauwazyłem, ze mam do czynienia z doświadczonym urbanistą. Przyzna Pan jednak, ze inna jest pozycja urbanisty będącego przedsiębiorcą, który utrzymuje się z pracy na rzecz samorządów, a inna urbanisty pracującego w nadzorze, który moze miec za przeproszeniem w nosie stanowisko wójta, burmistrza czy prezydenta? W mojej pracy dochodzi niestety często ten aspekt polityczny. Oczywiscie nie muszę się nim przejmować, zawsze mogę przecież powiedzieć, że czegoś tam nie zrobię. Niestety muszę myśleć o konsekwencjach. Krótko mówiąc dzisiaj urbanista - przedsiębiorca nie ma żadnego zaplecza, żadnej instytucji, która wspierałaby jego działania. I tu wracamy do tematu przyszłego samorządu. Prawo też nie jest po naszej stronie. Jak żyć Panie Kontr - urbanisto?!:)

kontr-urbanista's picture

Panie Piotrze, nie czuję się urażony, ale też moja wypowiedź nie miała takiego charakteru –jeśli Pan tak to odebrał, to proszę to potraktować nie jako emocje, ale jako moją „cechę osobniczą” będącą skutkiem ubocznym bycia urzędnikiem organu nadzoru.
Jeśli zaś chodzi o moje doświadczenie - to głównie zasługa miejsca, w którym tkwię zawodowo tak długo. „Stąd” naprawdę wiele widać – może nie wszystko, ale wystarczająco dużo, aby mieć zdecydowane poglądy w okołoplanistycznych kwestiach. Nie trzeba wielkiej bystrości umysłu, aby w trakcie wertowania dowolnej dokumentacji planistycznej zobaczyć także wszystkie uwarunkowania pozaproceduralne i pozamerytoryczne, które wystąpiły „w trakcie sporządzania”. Również i te, o których Pan wspomina.
Pyta Pan, jak żyć? Nie potrafię Panu odpowiedzieć na tak egzystencjalne pytanie, natomiast myślę, że w kwestii, co zrobić, aby dało się żyć, rozwiązanie jest tylko jedno: należy wdrożyć takie rozwiązania prawne, które ZMUSZĄ samorządy do szukania profesjonalnych urbanistów.
Jest to oczywiście bardzo trudnie, co nie oznacza, że niemożliwe. Jednym z elementów takiego systemu powinno być USTAWOWE „wyposażenie” urbanisty w jednoznaczne, czytelne kryteria jego udziału w procedurze planistycznej, naruszenie których skutkować będzie pozbawieniem prawa wykonywania zawodu. Takie regulacje prawne powinny pełnić wieloraką funkcję: samodyscyplinującą urbanistę, regulującą jego relacje z innymi urbanistami, porządkujące prawa i obowiązki w relacji z samorządami oraz określające samorządom dopuszczalne ramy prawne współpracy z urbanistami.
Nie wierzę w „samodoskonalenie” i „samooczyszczenie” środowiska urbanistów z osób nieprofesjonalnych i nieodpowiedzialnych.
Mam oczywiście świadomość, że żadne regulacje prawne nie zastąpią ofert pracy dla urbanistów, dlatego nadrzędnym zadaniem jest reaktywacja planowania przestrzennego jako jedynego sposobu zarządzania przestrzenią.

Piotr F's picture

Mam takie wrażenie, ze za bardzo skupiamy się na roli urbanisty w całym systemie, a za mało na samym systemie planowania przestrzennego. Mam duże obawy, że regulacja zawodu urbanisty i wskrzeszenie samorządu zawodowego (w jakiejkolwiek formie by to nie było) niewiele tu da. Co z tego że będziemy mieli wyselekcjonowanych specjalistów, profesjonalnie przygotowanych do działania w systemie, który jest niesprawny. Jaki będzie tego efekt?

Niestety im więcej o tym wszystkim myślę, w kontekście zmian proponowanych choćby w KUB, to mam wrażenie, że ten niesprawny system działał już na tyle długo, żeby spowodować nieodwracalne zmiany. Dzisiaj właściwie należałoby odkreślić wszystko grubą kreską i zacząć od początku. Oczywiście to tylko pobożne życzenie, bo zrobić się tak nie da. Na tym portalu trwała dyskusja o tym jak powinno wyglądać przywrócenie zawodu urbanisty - kto powinien być tym urbanistą uprawnionym z automatu, a kto powinien zdawać egzamin czy też przejść jakaś procedurę egzaminacyjną. Dyskusja sprowadzona była do praw nabytych. Podobnie jest z całym systemem. Namnożyliśmy terenów przeznaczonych pod budownictwo i teraz chcąc się z tego wycofać znowu trafiamy na prawa nabyte. Wygląda na to że to bariera nie do przeskoczenia dla wszelkich zmian. Póki nie znajdziemy możliwości rozwiązania tego problemu to wszelkie zmiany prawa będą jedynie działaniami pozorowanymi.

Dzisiejsza dyskusja o samym KUB sprowadza się do dyskusji na temat założeń. Nic nie wiemy o zasadach ich wdrażania. Zresztą mam wrażenie, że to nic nowego - przepisy wprowadzające czy wykonawcze zawsze traktuje się (nie wiedzieć czemu) jako mniej istotne. A przecież to w dużej mierze od nich zależy czy jakieś rozwiązanie jest akceptowalne czy nie. To od nich zalezy jakie będą skutki danego rozwiązania dla całego systemu. Z zadziwieniem czytam informacje o kolejnych spotkaniach Ministra Adamczyka w sprawie kodeksu. Nie wiem o czym są te spotkania skoro jak mi dobrze wiadomo kolejna wersja KUB jest w przygotowaniu. Z jednej strony szkoda na to wszystko czasu, a z drugiej człowiek boi się że coś przegapi... co obecnie nie jest takie znowu trudne.

kontr-urbanista's picture

Myślę, że w tym wątku dyskusyjnym nie powinniśmy "wrzucać" innego, choć niezwykle istotnego tematu, jakim jest reforma systemowa planowania przestrzennego. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś włączy się do naszej dyskusji o szansach i sposobach reaktywacji zawodu urbanisty - póki co, dość marnie wygląda zainteresowanie tym tematem. Wolimy aby decydowano o nas za nas? W tej sytuacji (milczenia środowiska urbanistów) tak się zapewne stanie.

Do wszystkich dotychczasowych prób w zakresie reformy systemowej planowania przestrzennego (także obecnej), ich efektów i szans na przyszłość odniosłem się dość szczegółowo na moim portalu w notce „Czekając na Kodota” (http://kontrurbanista.webnode.com/news/czekajac-na-kodota/).

kontr-urbanista's picture
Piotr F napisał/a:

Mam takie wrażenie, ze za bardzo skupiamy się na roli urbanisty w całym systemie, a za mało na samym systemie planowania przestrzennego. Mam duże obawy, że regulacja zawodu urbanisty i wskrzeszenie samorządu zawodowego (w jakiejkolwiek formie by to nie było) niewiele tu da. Co z tego że będziemy mieli wyselekcjonowanych specjalistów, profesjonalnie przygotowanych do działania w systemie, który jest niesprawny. Jaki będzie tego efekt?

Niestety im więcej o tym wszystkim myślę, w kontekście zmian proponowanych choćby w KUB, to mam wrażenie, że ten niesprawny system działał już na tyle długo, żeby spowodować nieodwracalne zmiany. Dzisiaj właściwie należałoby odkreślić wszystko grubą kreską i zacząć od początku. Oczywiście to tylko pobożne życzenie, bo zrobić się tak nie da. Na tym portalu trwała dyskusja o tym jak powinno wyglądać przywrócenie zawodu urbanisty - kto powinien być tym urbanistą uprawnionym z automatu, a kto powinien zdawać egzamin czy też przejść jakaś procedurę egzaminacyjną. Dyskusja sprowadzona była do praw nabytych. Podobnie jest z całym systemem. Namnożyliśmy terenów przeznaczonych pod budownictwo i teraz chcąc się z tego wycofać znowu trafiamy na prawa nabyte. Wygląda na to że to bariera nie do przeskoczenia dla wszelkich zmian. Póki nie znajdziemy możliwości rozwiązania tego problemu to wszelkie zmiany prawa będą jedynie działaniami pozorowanymi.

Dzisiejsza dyskusja o samym KUB sprowadza się do dyskusji na temat założeń. Nic nie wiemy o zasadach ich wdrażania. Zresztą mam wrażenie, że to nic nowego - przepisy wprowadzające czy wykonawcze zawsze traktuje się (nie wiedzieć czemu) jako mniej istotne. A przecież to w dużej mierze od nich zależy czy jakieś rozwiązanie jest akceptowalne czy nie. To od nich zalezy jakie będą skutki danego rozwiązania dla całego systemu. Z zadziwieniem czytam informacje o kolejnych spotkaniach Ministra Adamczyka w sprawie kodeksu. Nie wiem o czym są te spotkania skoro jak mi dobrze wiadomo kolejna wersja KUB jest w przygotowaniu. Z jednej strony szkoda na to wszystko czasu, a z drugiej człowiek boi się że coś przegapi... co obecnie nie jest takie znowu trudne.

Ciekawostka pierwsza:
Panie Piotrze, już siedem lat temu prowadziliśmy dialog na ten sam temat i na tym portalu:
http://urbanistyka.info/content/prawo-i-urbanistyka

Ciekawostka druga:
pod tym samym linkiem znajdzie Pan szczegółową informację o początkach kariery jednego ze współautorów obecnego projektu kodeksu urbanistyczno-budowlanego.
Niech to będzie dla Pana ostateczny argument za tezą, że jedynym gwarantem sukcesu w szeroko pojętej planistyce jest prawn(icz)e podejście do planowania przestrzennego;)

Piotr F's picture

A to ciekawostka! Chociaż czytając to:

"Tworzenie planów miejscowych należałoby generalnie podzielić na dwa etapy, po pierwsze należy stworzyć projekt planu i jest to zadanie dla urbanisty, następnie koncepcję tą trzeba przelać na papier, i to jest zadanie dla prawnika. Oczywiście przy tworzeniu dobrego planu powinni także uczestniczyć specjaliści od ochrony środowiska, transportu, mediów (infrastruktury) itp.(...)

Pisanie tekstu planu niczym nie różni się od pisania ustawy, co więcej trudniej jest napisać plan (więcej aktów prawnych z którymi musi być zgodny, nad ustawami nadzór sprawuje tylko TK). Jednakże ryba psuje się od głowy. Jeżeli nowelizację ustawy (o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym) piszą osoby bez przygotowania prawniczego to po prawie 3 latach wygląda ona tak jak wygląda.

Reasumując, po przeanalizowaniu ok 100 wyroków WSA i NSA z czystym sumieniem mogę powiedzieć, daj mi plan a ja go "uwalę"."

jestem przerażony. Czyli my jesteśmuy tylko od rysowania?. Mam nadzieję, że ten Pan dzisiaj dochodzi do innych wniosków. A to ostatnie zdanie przywiodło mi na myśl pewną scenę z filmu, kiedy to okazuje się, że do bycia producentem muzycznym wystarczy oglądanie MTV przez 3 lata. Polecam całość tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=1h0cNo92qCU

kontr-urbanista's picture

>>Mam nadzieję, że ten Pan dzisiaj dochodzi do innych wniosków.<<

Łatwo to sprawdzić - autor tych "refleksji" uczestniczy w tworzeniu rządowego projektu KUB:)

Piotr F's picture
kontr-urbanista napisał/a:

>>Mam nadzieję, że ten Pan dzisiaj dochodzi do innych wniosków.<<

Łatwo to sprawdzić - autor tych "refleksji" uczestniczy w tworzeniu rządowego projektu KUB:)

Z tego co mi wiadomo, to KUB nie idzie tak daleko jak proponuje ten Pan. Prawnicy mają jedynie być uczestnikami zespołu projektowego - ten Pan natomiast deklarował, że jako prawnik napisze każdy tekst planu miejscowego, wystarczy że dostanie rysunek. Krótko mówiąc sprowadził urbanistów do rysowników - w projekcie KUB to tak drastycznie nie wygląda. Będziemy mieć, mam nadzieję, jeszcze coś do powiedzenia. Swoją drogą znam prawników specjalizujących się w kwestiach prawa budowlanego i prawa dot. planowania przestrzennego - nie sądzę, żeby podzielali opinię tego Pana.
Nawiązując do tematu chciałbym zwrócić uwagę na jedną zasadniczą kwestię - dzisiaj każda gmina ma radcę prawnego - czy nie prościej byłoby zaangażować tych radców w opiniowanie planów miejscowych?

kontr-urbanista's picture

Bardzo chętnie poznałbym autorów projektu KUB: tzn. "profile zawodowe (wykształcenie, wykonywane zawody, doświadczenie i osiągnięcia zawodowe, itp.) generalnie wszystko to, co daje tym osobom legitymację do udziału w tak skomplikowanym przedsięwzięciu, jakim jest budowa nowego systemu prawnego procesu inwestycyjno-budowlanego. Ponadto chciałbym poznać wyniki analiz stanu istniejącego, na których oparto filozofię kodeksu. Informacje takie są dotychczas oficjalnie niedostępne.

kontr-urbanista's picture

W notce, do której link był uprzejmy wrzucić na początku dyskusji Kolega Filip zaproponowałem generalny kierunek racjonalnego przywracania zawodu urbanisty. Zamieszczony na końcu schemat graficzny, jak to zwykle bywa z ideogramami, zaledwie zarysowuje ogólne ramy tego pomysłu.
Po lekturze wielu wpisów na portalu urbanistyka.info szczególnie autorstwa praktykujących urbanistów, dochodzę do wniosku, że poza kwestią jak przywrócić zawód urbanisty równie ważnym (a może nawet ważniejszym, bo istniejącym od wielu lat), czekającym wciąż na rozwiązanie, jest problem jak ten zawód powinien funkcjonować w przestrzeni publicznej aby dotychczasowe patologie, które nasiliły się szczególnie w ostatnim dziesięcioleciu, miały charakter marginalny.
Odniosłem się do tej kwestii dość obszernie na swoim portalu – tutaj przedstawiam skrótowo najważniejsze tezy.
Założenie, że w przestrzeni publicznej współegzystują wyłącznie: samorządy spragnione profesjonalnych urbanistów (z jednej strony) oraz wspomniani (pożądani przez samorządy gminne) profesjonalni a przy tym przestrzegający zasad etyki zawodowej urbaniści (z drugiej strony) to UTOPIA.
Od wielu lat daje się zauważyć dość powszechne zjawisko merytorycznej „samowystarczalności” samorządów gminnych, kiedy to gminie do „całkowitego szczęścia” potrzebny jest tylko jeden „formalny drobiazg” – wymagany ustawowo podpis uprawnionego urbanisty. Widać to wyraźnie także z perspektywy organu nadzoru.
Osiągniecie tego „szczęścia” przychodzi gminie niezwykle łatwo w obecnej sytuacji znikomej podaży opracowań planistycznych, kiedy może dosłownie „przebierać” w ofertach zdesperowanych urbanistów, gotowych w takich „okolicznościach” bezwarunkowo dopełnić tej ustawowej formalności.
Czy można tej patologicznej sytuacji zaradzić?
W mojej ocenie sposób jest generalnie tylko jeden – należy USTAWOWO uregulować WSZYSTKIE relacje w trójkącie:
URBANISTA → SAMORZĄ D (co musi, a czego mu nie wolno w kontaktach z samorządem)
SAMORZĄ D → URBANISTA (do czego ma prawo, a do czego mu nie wolno wobec urbanistów)
URBANISTA → URBANISTA (czego mu nie wolno we wzajemnych relacjach zawodowych)
Należy wdrożyć takie rozwiązania prawne, które nie tylko zachęcą i przekonają samorządy do korzystania z usług profesjonalnych urbanistów, ale wręcz ZMUSZĄ władze gminne do zlecania opracowań dokumentów planistycznych (planów miejscowych i studiów gminnych) wyłącznie urbanistom spełniającym zawodowe standardy (merytoryczne i etyczne).

Jednym z elementów takiego systemu powinno być USTAWOWE „wyposażenie” urbanisty (planisty przestrzennego) i samorządów gminnych w jednoznaczne, czytelne kryteria ich funkcjonowania w sferze planowania przestrzennego, NARUSZENIE KTÓRYCH SKUTKOWAĆ BĘDZIE POZBAWIENIEM PRAWA DO WYKONYWANIA ZAWODU z jednej strony I STWIERDZENIEM NIEWAŻNOŚCI UCHWAŁ SPORZĄDZONYCH Z NARUSZENIEM TYCH ZASAD z drugiej strony.

Takie regulacje prawne powinny pełnić wieloraką funkcję, w tym m.in.:
I. samodyscyplinującą urbanistę - mobilizującą do podnoszenia swoich kwalifikacji i przestrzegania zasad etyki zawodowej;
II. regulującą relacje urbanisty z innymi urbanistami (szczególnie w kontekście rywalizacji o planistyczne zlecenia samorządów);
III. porządkującą prawa i obowiązki urbanistów w relacjach z samorządami (formalno-prawne zasady udziału w procedurach planistycznych);
IV. określające samorządom dopuszczalne ramy prawne współpracy z urbanistami poprzez rozgraniczenie władztwa planistycznego samorządów i sfery odpowiedzialności zawodowej urbanistów.

Jestem przekonany, że tymi prostymi środkami szybko uzdrowimy sytuację w szeroko rozumianej planistyce. Natomiast nie wierzę w korporacyjne „samodoskonalenie” i „samooczyszczenie” środowiska urbanistów z osób działających nieprofesjonalnie i nieetycznie.
Z „samodoskonaleniem” i „samooczyszczaniem” środowiska urbanistów mieliśmy do czynienia w latach 2002 -2014 tj. w okresie funkcjonowania Izby Urbanistów – „w rezultacie” tych usiłowań zlikwidowano zarówno Izbę Urbanistów jak i zawód urbanisty.



Nawigacja

Aktywni użytkownicy

Aktualnie jest 0 użytkowników i 24 gości online