Jesteś tutajForums / Urbanistyka w praktyce / MPZP - mit długotrwałości sporządzania dokumentu

MPZP - mit długotrwałości sporządzania dokumentu


Obrazek użytkownika kontr-urbanista

By kontr-urbanista - Posted on 20 Czerwiec 2018

Od wielu lat w przestrzeni publicznej, oficjalnie i nieoficjalnie (zaskakująco zgodnie) powtarzany jest mit o długotrwałości procedur planistycznych, która to długotrwałość jakoby powoduje, że plan zagospodarowania przestrzennego kompletnie nie przystaje do realiów i wymogów dzisiejszego świata (czyt. polskich realiów) hamuje rozwój kraju, paraliżuje polska gospodarkę, blokuje dostęp młodych do mieszkań, zaniża planistyczne standardy zarządzania zagospodarowaniem przestrzeni itp. - dlatego powinien zostać niezwłocznie i całkowicie zastąpiony przez inne narzędzia planistyczne (nb. aktualnie w wymyślaniu i opracowywaniu). Ośmielam się mieć całkowicie odmienny pogląd w tej sprawie – w mojej ocenie średnio liczony czas opracowywania mpzp dotychczas uchwalonych nie przekracza trzech miesięcy.

Obrazek użytkownika fabryka_paragrafow

To jeden z największych mitów założycielskich Towarzystwa Zastępowania Planów Decyzjami. Urbanistyka.info mogłaby zrobić ankietę wśród aktywnych tu członków i zebrać dobre dane podważające ten mit (bo w skali kraju nie jest to badane). Da się?

Obrazek użytkownika adam

Jak rzadko, dziś się z Panem zgadzam. Mój rekord to 180 dni od intencyjnej do uchwalenia dla nowego planu i 96 dni dla zmiany planu. Tak więc da się :)
Rozpowszechniane przez szanownego pana ministra od naprawiania przestrzeni specustawami tezy o pięcioletnim okresie na formalności budowlane są również z księżyca wzięte, stworzone pod z góry określone cele.

Obrazek użytkownika kontr-urbanista
fabryka_paragrafow napisał/a:

To jeden z największych mitów założycielskich Towarzystwa Zastępowania Planów Decyzjami.

TZPD - podoba mi się ta nazwa:)

Obrazek użytkownika kontr-urbanista

@adam
Dla niezorientowanych krótki komentarz do moich wyliczeń - pisząc o trzech miesiącach miałem na myśli czas "netto" tj. bez różnego rodzaju "przestojów" wynikających z przyczyn "pozamerytorycznych".

Obrazek użytkownika Filip Sokołowski

Dla uściślenia - czas netto czyli ten wynikający z terminów ustawowych? od jakiego etapu liczony? Od podjęcia przez radę uchwały intencyjnej do publikacji uchwały uchwalającej w DU?

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

Obrazek użytkownika Filip Sokołowski

fabryka_paragrafow napisał/a:

To jeden z największych mitów założycielskich Towarzystwa Zastępowania Planów Decyzjami. Urbanistyka.info mogłaby zrobić ankietę wśród aktywnych tu członków i zebrać dobre dane podważające ten mit (bo w skali kraju nie jest to badane). Da się?

Pewnie się da, pytanie jaki ma to sens? 

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

Obrazek użytkownika kontr-urbanista

z ustawy nie wynika żaden konkretny czas zamknięcia procedury sporządzania i uchwalania planu miejscowego - wszystko zależy wyłącznie od "chciejstwa" urbanisty, lub gminy, lub wszystkich razem;
Widziałem wiele planów gdzie od uchwały intencyjnej minęło wiele lat (np.7), lub gdzie po sporządzeniu, uzgodnieniu i wyłożeniu projektu na całe miesiące zawieszano dalsze czynności,
w innym przypadku "zabawę" w sporządzanie zatrzymywano na powtórnej procedurze itp.
Na to wszystko "pozwala" ustawa planistyczna, niestety.
To, że w powszechnej świadomości bardziej utrwalone jest pięć lat a nie np. pół roku to w dużej mierze "zasługa" samych urbanistów, którym z powodów oczywistych raczej nie zależy na zbytnim skracaniu czasu sporządzania (zachowanie oczywiste, kiedy jest się wykonawcą kilku zleceń projektowych w kilku gminach jednocześnie).

Obrazek użytkownika kontr-urbanista
Filip Sokołowski napisał/a:

fabryka_paragrafow napisał/a:

To jeden z największych mitów założycielskich Towarzystwa Zastępowania Planów Decyzjami. Urbanistyka.info mogłaby zrobić ankietę wśród aktywnych tu członków i zebrać dobre dane podważające ten mit (bo w skali kraju nie jest to badane). Da się?

Pewnie się da, pytanie jaki ma to sens? 

Dochodzenie prawdy w tej kwestii nie jest w interesie urbanistów, dlatego wyniki takiej ankiety nie będą wiarygodne. Nikt się nie przyzna, że robił dwa lata projekt, którego część merytoryczną można było rozwiązać w dwa tygodnie :)
Szkoda, że większość urbanistów, przeciągających opracowanie projektu planu miejscowego w taki sposób nie rozumie, że podcina gałąź , na której jeszcze (choć z trudem) siedzi. To właśnie "skutki" takich postaw (brak poszanowania zawodu)powodują, że każdy (w tym m.in. min. Soboń) może teraz bezkarnie głosić nieprzydatność mpzp do skutecznego zarządzania przestrzenią i forsować różne "księżycowe" pozaplanistyczne patenty. Niestety.
Ośmielam się twierdzić, że jeśli specustawa mieszkaniowa zostanie formalnie przepchnięta, to "największe zasługi w tym względzie" będą mieli urbaniści.
Już dzisiaj mogą sobie pogratulować - szkoda tylko, że roboty wkrótce całkowicie zabraknie.

Obrazek użytkownika Filip Sokołowski

kontr-urbanista napisał/a:

z ustawy nie wynika żaden konkretny czas zamknięcia procedury sporządzania i uchwalania planu miejscowego - wszystko zależy wyłącznie od "chciejstwa" urbanisty, lub gminy, lub wszystkich razem; Widziałem wiele planów gdzie od uchwały intencyjnej minęło wiele lat (np.7), lub gdzie po sporządzeniu, uzgodnieniu i wyłożeniu projektu na całe miesiące zawieszano dalsze czynności, w innym przypadku "zabawę" w sporządzanie zatrzymywano na powtórnej procedurze itp. Na to wszystko "pozwala" ustawa planistyczna, niestety. To, że w powszechnej świadomości bardziej utrwalone jest pięć lat a nie np. pół roku to w dużej mierze "zasługa" samych urbanistów, którym z powodów oczywistych raczej nie zależy na zbytnim skracaniu czasu sporządzania (zachowanie oczywiste, kiedy jest się wykonawcą kilku zleceń projektowych w kilku gminach jednocześnie).

Ja jestem wykonawcą prowadzącym kilka procedur jednocześnie i dla mnie to co Pan pisze nie jest oczywiste. To jest kwestia odpowiedniej proporcji między siłami a zamiarami. Projekt, który się wlecze przestaje być rentowny. Dla zachowania płynności finansowej konieczne jest przestrzeganie harmonogramów i to nie jest nic odkrywczego - dotyczy to każdej firmy projektowej i nie tylko projektowej. Zresztą przeciąganie terminów ma tez inne negatywne skutki. To, że gmina nie uruchamia procedury od razu po uchwale intencyjnej to się faktycznie zdarza, ale urbanista nie ma nic do tego. Co do terminów realizacji planu przez urbanistę to wiele gmin stosuje oprócz terminu końcowego, terminy pośrednie i wtedy nie ma zmiłuj się - albo robisz, albo płacisz kary. Na czas od zakończenia wyłożenia do uchwalenia urbanista też nie ma wpływu - po wyłożeniu każdemu urbaniście raczej zależy na zamknięciu tematu, bo zadanie po stronie urbanisty zostało już wykonane. 

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

Obrazek użytkownika Filip Sokołowski

kontr-urbanista napisał/a:
Filip Sokołowski napisał/a:

fabryka_paragrafow napisał/a:

To jeden z największych mitów założycielskich Towarzystwa Zastępowania Planów Decyzjami. Urbanistyka.info mogłaby zrobić ankietę wśród aktywnych tu członków i zebrać dobre dane podważające ten mit (bo w skali kraju nie jest to badane). Da się?

Pewnie się da, pytanie jaki ma to sens? 

Dochodzenie prawdy w tej kwestii nie jest w interesie urbanistów, dlatego wyniki takiej ankiety nie będą wiarygodne. Nikt się nie przyzna, że robił dwa lata projekt, którego część merytoryczną można było rozwiązać w dwa tygodnie :) Szkoda, że większość urbanistów, przeciągających opracowanie projektu planu miejscowego w taki sposób nie rozumie, że podcina gałąź , na której jeszcze (choć z trudem) siedzi. To właśnie "skutki" takich postaw (brak poszanowania zawodu)powodują, że każdy (w tym m.in. min. Soboń) może teraz bezkarnie głosić nieprzydatność mpzp do skutecznego zarządzania przestrzenią i forsować różne "księżycowe" pozaplanistyczne patenty. Niestety. Ośmielam się twierdzić, że jeśli specustawa mieszkaniowa zostanie formalnie przepchnięta, to "największe zasługi w tym względzie" będą mieli urbaniści. Już dzisiaj mogą sobie pogratulować - szkoda tylko, że roboty wkrótce całkowicie zabraknie.

O interesie urbanistów to już się wypowiedziałem wyżej. Z pewnością ma Pan rację, że część urbanistów z pewnością przyczynia się do wydłużenia niejednej procedury, ale mówienie wyłącznie o urbanistach jest traktowaniem tematu bardzo powierzchownie. Tym bardziej, że akurat na "przeciąganie" po stronie urbanisty są bardzo proste metody - tj. odpowiednia umowa z terminami pośrednimi i gmina, która egzekuwuje nalezycie te terminy. Nic tak nie dyscyplinuje jak płacenie kar. Gorsza sprawa jest z wyeliminowaniem innych przeciągaczy - warto w tym miejscu wspomnieć o wnioskach rolnych - dzisiaj norma jest czekanie na decyzje przez rok czasu. Druga kwestia to pojawiające się nierzadko absurdalne uzgodnienia sporządzane przez osoby nie posiadające odpowiednich kwalifikacji, z którymi trzeba walczyć tracą czas w dochodzeniu do prawidłowego rozwiązania. Trzecia kwestia to braki kadrowe po stronie urzędów. Jeśli jeden urzędnik zajmuje się planami miejscowymi, wypisami, decyzjami o warunkach zabudowy i jeszcze innymi tematami spoza planowania przestrzennego to nie ma co oczekiwać, że procedura będzie przebiegać sprawnie. Myślę, że o tym co ma wpływ na przeciąganie procedury można by dyskutować długo. 

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

Obrazek użytkownika kontr-urbanista

Pisząc o różnego rodzaju "przestojach" wynikających z przyczyn "pozamerytorycznych" miałem na myśli właśnie to, o czym Pan napisał. Jeśli chodzi o czas "netto" chodziło mi raczej o sytuacje nagminnego nadużywania przez urbanistów zwrotu "sporządzanie projektu planu" w sytuacji, kiedy żadnego wkładu merytorycznego (urbanistycznego) z ich strony nie było. Wszyscy zainteresowani doskonale wiedzą, że w większości przypadków projekt planu miejscowego to wyłącznie "wyklejka" szablonu części tekstowej i "pararysunek", który zawiera jedynie uniwersalny, lekko zmodyfikowany (dostosowany do tematu planu miejscowego) schemat "graficzno-symboliczny" o zakresie trudności możliwym do opanowania dla każdego absolwenta szkoły średniej.

Obrazek użytkownika Filip Sokołowski

kontr-urbanista napisał/a:

Jeśli chodzi o czas "netto" chodziło mi raczej o sytuacje nagminnego nadużywania przez urbanistów zwrotu "sporządzanie projektu planu" w sytuacji, kiedy żadnego wkładu merytorycznego (urbanistycznego) z ich strony nie było. Wszyscy zainteresowani doskonale wiedzą, że w większości przypadków projekt planu miejscowego to wyłącznie "wyklejka" szablonu części tekstowej i "pararysunek", który zawiera jedynie uniwersalny, lekko zmodyfikowany (dostosowany do tematu planu miejscowego) schemat "graficzno-symboliczny" o zakresie trudności możliwym do opanowania dla każdego absolwenta szkoły średniej.

Ja też już gdzieś pisałem, że planowanie przestrzenne zaczyna od dłuższego czasu przypominać niestety wypełnianie formularza. Nie miałem na myśli kompetencji urbanistów, a to co z planowaniem przestrzennym robią kolejne świetne pomysły na uzdrawianie przestrzeni "nowelizujące" ustawę o planowaniu przestrzennym + orzeczenia sądów, które mimo, że dotyczą konkretnych spraw są uznawane jako powszechnie obowiązujące (czasem w skali kraju, a czasem tylko w wybranych województwach - żeby było trudniej). Dzięki tym wyżej wymienionym, w planie miejscowym już niewiele zostało do zaplanowania. Wobec powyższego wsród kompetencji te projektowe są wypierane przez te dotyczące znajomości bieżącego stanowiska sądów w poszczególnych zagadnieniach. Zanikają jak nieużywane organy. W tym momencie przypomniało mi się zdanie wypowiedziane przez jednego z członków GKUA, który oceniając mój plan powiedział, że jest w nim za dużo "naleciałości urbanistycznych".

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

Obrazek użytkownika kontr-urbanista
Filip Sokołowski napisał/a:

W tym momencie przypomniało mi się zdanie wypowiedziane przez jednego z członków GKUA, który oceniając mój plan powiedział, że jest w nim za dużo "naleciałości urbanistycznych".

Panie Filipie, i co z tymi naleciałościami, usunął Pan? :)



Nawigacja

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 users i 2 gości.