Jesteś tutajNasze trzy grosze w dyskusji o tzw. specustawie mieszkaniowej

Nasze trzy grosze w dyskusji o tzw. specustawie mieszkaniowej


Filip Sokołowski, Urbanistyka.Info

To jest zła ustawa. Po prostu zła. I nie ma sensu się rozwodzić nad jej zapisami, bo jest ona napisana w taki sposób, że stratą czasu jest wnikliwe analizowanie jej poszczególnych rozwiązań. Ona się po prostu nadaje do kosza. W całości. Po miesiącach dyskusji na temat potrzeb kompleksowych zmian w planowaniu przestrzennym prezentacja czegoś takiego jest zwykłą drwiną ze społeczeństwa. Rząd po prostu pokazał gdzie ma ład przestrzenny, o którego ochronę jeszcze niedawno tak się martwił, podkreślając na każdym kroku pilną potrzebę wprowadzenia kodeksu urbanistyczno - budowlanego, a potem ustawy tzw. inwestycyjnej. I choć przeczuwaliśmy, że główny cel zmian leży gdzieś indziej, to mieliśmy nadzieję, że przy okazji uda się załatwić kilka ważnych spraw. Dziś wygląda na to, że się nie uda, bo droga ta okazała się zbyt długa. Postanowiono iść na skróty, tak aby jak najszybciej móc odtrąbić sukces. Bez względu na konsekwencje. Stanowczo sprzeciwiamy się takiemu rozwiązaniu! My skutki podobnych rozwiązań znamy. Cały czas ich doświadczamy obserwując co i gdzie powstaje na podstawie warunków zabudowy. I na tym w zasadzie moglibyśmy zakończyć, ale przecież pozostały nam jeszcze 2 grosze..

Czytając wiele komentarzy dotyczących tej ustawy można odnieść wrażenie, że wszystkiemu winni są deweloperzy. Ustawa uzyskała nawet przydomek „Lex Deweloper”, „Deweloper Plus”. Powstały memy o planowaniu „po dewelopersku”. Nie mamy wątpliwości, że środowisko to mocno lobbowało za powstaniem takiej ustawy, ale co w tym dziwnego? Przecież deweloperzy działają dla zysku, więc o swój zysk muszą dbać. Czy możemy oczekiwać od nich, żeby rezygnowali ze swoich dochodów kosztem ładu przestrzennego, zrównoważonego rozwoju czy też innych wyższych wartości? A dlaczego mają to robić, skoro ustawodawca ma te wartości gdzieś i stwarza im warunki do nieskrępowanej niczym działalności? Bądźmy sprawiedliwi..

Ostatni grosz poświęcimy dla tych co zwiastują koniec świata jeśli ustawa wejdzie w życie. A co jeśli nie wejdzie? Odetchniemy z ulgą i co? Pozostaną nam na wieki warunki zabudowy, na podstawie których dzisiaj można zbudować niemal wszystko, od domu jednorodzinnego, przez osiedla, po świniarnię na kilka tysięcy tuczników w centrum wsi. Pozostaną nam punktowe zmiany studium i planów miejscowych pod konkretne cele. Dalej będziemy bilansować dla bilansowania i analizować dla analizowania, czekając na kolejną uzdrawiającą system nowelizację lub ustawowy gniot pisany na kolanie na polityczne zapotrzebowanie - typu ustawa "antywiatrakowa".  „Ekipy” zajmującej się KUB i ustawą inwestycyjną już nie ma. Zastąpili ich ponoć Ci, co to wiedzą jak się chodzi do celu na skróty. Samo zahamowanie tej ustawy nie jest rozwiązaniem. Trzeba wrócić do rozmowy o zmianach w planowaniu przestrzennym. Podkreślamy – rozmowy – a nie 14-dniowych konsultacji. A wszystkim tym, którzy ze zgorszeniem patrzą na propozycje dotyczące budowy w polu lub odległości nowych osiedli od szkół czy od przystanków komunikacji polecamy rozejrzeć się po okolicy. Takie mamy to działające dzisiaj prawo. 

Your rating: None Average: 3.6 (13 votes)


Nawigacja

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 users i 5 gości.