Jesteś tutajForums / Pomoc dla inwestora / zmiany w wlaśnie tworzonym Planie...

zmiany w wlaśnie tworzonym Planie...


123rs's picture

By 123rs - Posted on 09 wrzesień 2010

Witam,
bardzo proszę o informacje:
co?? i kiedy powinienem zrobic jako inwestor, aby uwzgledniono mój wniosek przy tworzeniu planu.
Chodzi o budowe siedliska nowotworzonego gospod.rolnego.
Po ogloszeniu rozpoczęcia prac nad MPZT zlożyłem wniosek o zniesienie zapisu o zakazie zabudowy dla działki XX (jest w Studium zakaz wszelkiej zabudowy, w tym związanej z produkcją rolniczą). Chcę tam wybudowac siedlisko: (duże gospodarstwo Ogrodnicze, szklarnie, dom itp) ODpowiedz Urzędu była szybka... "Wniosku nie uwzgledniono ze wzgl na sprzeczność z zapisami w Studium"... , Podpowiedziano mi zeby zlozyc wniosek o zmiany w tymże Studium,a najlepiej poczekac kilka lat i spróbowac otworzyć póżniej PLAN, a może można będzie skladac skutecznie wnioski przy wylozeniu planu przed zatwierdzeniem???, ale czy wtedy również nie będzie to w zgodzie ze Studium....., Mam wrazenie ze powstalo jakies błędne koło..., a przecież Plan jest w trakcie tworzenia .
Z poważaniem.
Ogrodnik nękany przez powodzie...

Łukasz Grzesiak's picture

Rozumiem, że zakaz jest określony już w polityce przestrzennej gminy zdefiniowanej w studium. Jeśli tak, to wójt/burmistrz czy prezydent nie ma innego wyjścia jak Pana wniosek odrzucić, ponieważ plan miejscowy (lub jego zmiana) musi być zgodna ze studium. Warto też dodać, iż wniosek nie musi być przez w/b/p uwzględniony i w uzasadnionych przypadkach może być odrzucony (np. w takim jak tu). Zakaz w studium musi z czegoś (być może na pierwszy "rzut oka" niewidocznego) wynikać - np. walory krajobrazowe, chęć nierozprzestrzeniania zabudowy czy przestrzenne formy ochrony przyrody albo złe warunki geoinżynierskie posadowienia budynków (np. teren zagrożony podtopieniami lub osuwaniem się mas ziemnych). Co Panu pozostaje?... no cóż, gmina musi chcieć zmienić najpierw studium (swoją politykę przestrzenną), a później dokonać stosownej korekty w planie - o ile to w ogóle możliwe. Przy czym nie jest to naruszenie Pana prawa własności do gruntu - ponieważ a) jeśli kupił go Pan po uchwaleniu studium miał Pan prawo najpierw dowiedzieć się o jego przeznaczeniu b) jeśli był Pan jego właścicielem przed uchwaleniem studium gminy, mógł Pan składać w momencie jego tworzenia wniosek albo uwagę (wcześniej protesty i/lub zarzuty). Tak więc ten argument od razu Panu wypada. Proszę dowiedzieć się najpierw o dokładne zapisy studium, moment jego przyjęcia oraz uwarunkowania, które zadecydowały o tym, że jest tam zakaz zabudowy. Pytanie brzmi: czy w ogóle "gra jest zachodu"? bo jeśli nawet tak, to oprócz kosztów czekają Pana zmiany prawne dot. przeznaczenia terenu ok. 10 - 12 m-cy.

123rs's picture
Łukasz Grzesiak napisał/a:

Co Panu pozostaje?... no cóż, gmina musi chcieć zmienić najpierw studium (swoją politykę przestrzenną), a później dokonać stosownej korekty w planie - o ile to w ogóle możliwe....i: czy w ogóle "gra jest warta zachodu"? bo jeśli nawet tak, to oprócz kosztów czekają Pana zmiany prawne dot. przeznaczenia terenu ok. 10 - 12 m-cy.

czyli moge rozumiec to tak: ze Prezydent (jezeli go przekonam...:) )to może wydac polecenie do rozpoczęcia prac nad tym terenem???
a jezeli chodzi o koszty jakie mialbym ponieść... to czy moge zlecac takie opracowania prywatnie (czy gmina moze je przyjąć jezeli to zadanie statutowe gminy...)
Przypomne, ze PLAN jest w trakcie tworzenia (juz 2rok), i ma byc uchwalany w IIkw 2011r..., to będzie prawie 2,5 roku od uchwały RM o przystąpieniu do sporządzania MPZP (czy to aby nie za długo??),
... jeszcze jedno: czy dla siedliska wymagane są zmiany prawne dot przeznaczenia gruntu??. Przeznaczenie byłoby dalej bes zmian.. produkcja rolna...
Pozdrawiam

Łukasz Grzesiak's picture

Sprawa wygląda następująco:
1. Wniosek o zmianę studium i planu do Prezydenta
2. Ten zapewne odmówi argumentując, że nie ma pieniędzy na "prywatne inicjatywy"
3. Opłacenie zmian - studium i jeszcze raz planu, który teraz jest zmieniany, bo najpierw musi być zmienione studium. Kwestia opłacenia zmian jest dyskusyjna, bo gmina musi chcieć się na to zgodzić, bo wg ustawy to prezydent finansuje plan/studium jako zadanie własne gminy/miasta. Aczkolwiek z drugiej strony ustawa nie zakazuje tego wprost.

Ale najpierw rzecz najważniejsza - dać swój przypadek do rozważenia jakiemuś urbaniście, który wypowie się czy w ogóle zmiana jest opłacalna i sensowna (np. kwestia terenów zagrożonych powodzią itp.).

123rs's picture

Dziękuje za informacje. Chętnie nawiążę współprace z zainteresowanym urbanistą..., ale szukam rozwiązania szybszego-nie 1-2lata. Aktualnie czekam na SKO (odwolanie od decyzji wstrzymującej wydanie dec. o WZ na 12 mies.... Potem prawdopodobnie sąd...
Czy Prezydent Miasta ma taką moc sprawczą zeby "kazać" rozważyć zmiany w tworzonym właśnie planie??, (nawet na nasz koszt)jeżeli tak, to byłaby chyba jedyna szansa.

teren nie jest zagrożony powodzią, wlaśnie dlatego chcemy tam przenieść się z nad rzeki, która nas zalewa na starym siedlisku...
Nie mogę zrozumieć ze 3mies wcześniej dostałbym decyzje o WZ (tak powiedział kier.Wydziału), a teraz juz plan jest na ukonczeniu i jest za późno...

Łukasz Grzesiak's picture

Przegra Pan sprawę w sądzie, gmina może zawiesić wydawanie decyzji na okres 12 miesięcy jezeli sporządza plan.

123rs's picture

Mimo wszystko sprobuje, ... podnosząc, ze nie ma zadnych podstaw aby sądzic, ze Plan zostanie uchwalony w ciągu 12 miesięcy... (wykonawca tez nie może stwierdzić ze tak będzie....), więc wstrzymanie wydania Decyzji jest nieuzasadnionym szykanowaniem inwestora... i takie tam inne...:)
Proszę jeszcze o jedną opinie:
CZY UWAGI SKŁADANE PRZY WYLOŻENIU PLANU MUSZĄ TEŻ BYĆ W ZGODZIE ZE STUDIUM??? (tak jak uwagi składane po ogloszeniu rozpoczęcia prac).
Czy argument, ze przy ulicy YYY gdzie Studium przewiduje zakaz zabudowy (identycznie jak nasz teren przy ulicy XXX), a Planie gmina przeznacza pod zabudowe z uslugami jest wystarczający by żądac takich samych zmian (niezgodnych ze Studium) dla naszego terenu???
Pozdrawiam
Gratuluje strony, szczegolnie porad dla inwestora..., (i nie chodzi mi ze są to darmowe porady), proszę pamiętać, że propagowanie Waszej cidziennej pracy, jest konieczne dla zrozumienia zagadnien tak bardzo zawilych reszcie "ludzkości"
, a wtedy ludzkość będzie Was z pewnoscią doceniać.
Z poważaniem
"inwestor"

Łukasz Grzesiak's picture

"Mimo wszystko sprobuje, ... podnosząc, ze nie ma zadnych podstaw aby sądzic, ze Plan zostanie uchwalony w ciągu 12 miesięcy... (wykonawca tez nie może stwierdzić ze tak będzie....), więc wstrzymanie wydania Decyzji jest nieuzasadnionym szykanowaniem inwestora... i takie tam inne...:)"

Nie jest szykanowaniem, ponieważ art. 62 ust. 1 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym dopuszcza taką możliwość. Po niedawnej nowelizacji ustawy jest to 9 miesięcy, ale nowela wejdzie dopiero w życie, a ponieważ gmina rozpoczęła realizację planu wcześniej, to może zgodnie z nią stosować przepisy dotychczasowe. Szczerze - z punktu widzenia urbanistycznego, to dobrze, że gmina zawiesiła możliwość wydawania decyzji wz, ponieważ plan jest nadrzędny. A więc nawet gdyby np. w lipcu dostałby Pan decyzję o wz, a plan wszedłby w życie np. w listopadzie, to i tak ostatecznie uchyliłby z mocy prawa tą decyzję. W przypadku Pana niczego to nie zmienia, a gminie pozwala skoordynować działania planistyczne, dlatego spotkał się Pan z odmową. Musi Pan pamiętać, że posiadanie tytułu własności do gruntu nie determinuje jego użytkowania, to często mylące dla ludzi.

Co do pozostałej części:
Tak, ponieważ plan musi być zgodny ze studium.

Jeśli chodzi o ulice YYY i XXX - nie, bo w Polsce nie ma zasady precedensu, ale jeśli jest taka sytuacja, to oczywiście jest to naruszenie prawa (jeśli dobrze zrozumiałem Pana wypowiedź).

123rs's picture

Dziękuje bardzo za odpowiedz.
Ale ciągle uwazam, ze do 12miesiecy to nie 12miesięcy..., i skoro mozna ustalic ze nie zdążą z planem , (tak mnie poinformowal wykonawca Planu!!!)to jest to zlośliwośc i szykana... .
Kończąc wątek, nurtuje mnie jeszcze temat ewent.
> odszkodowania. Jeżeli wczoraj moglem budowac siedlisko na włościach, a dzisiaj już nie bo plan nie dopuści tego co dawały Warunki Zabudowy..., czy to jest obniżenie wartości działki???<

Łukasz Grzesiak's picture
123rs napisał/a:

Dziękuje bardzo za odpowiedz.
Ale ciągle uwazam, ze do 12miesiecy to nie 12miesięcy..., i skoro mozna ustalic ze nie zdążą z planem , (tak mnie poinformowal wykonawca Planu!!!)to jest to zlośliwośc i szykana... .
Kończąc wątek, nurtuje mnie jeszcze temat ewent.
> odszkodowania. Jeżeli wczoraj moglem budowac siedlisko na włościach, a dzisiaj już nie bo plan nie dopuści tego co dawały Warunki Zabudowy..., czy to jest obniżenie wartości działki???<

Wg prawa (niestety!) decyzja o wz nie musi być zgodna ze studium, czego skutkiem jest samowola budowlana np. na terenach do tego nie przeznaczonych. Plan musi. Stąd różnica. Teoretycznie może Pan ubiegać się o odszkodowanie na skutek ustaleń studium, ale każdy sąd zapyta się czy złożył Pan stosowne uwagi na etapie sporządzania studium i jak wtedy była reakcja gminy. Jeśli nie to:
a) "przepał Pan" swój moment i jest post factum
b) lub powinien wiedzieć Pan co Pan kupuje - jeśli kupił Pan działkę po uchwlaeniu studium.
Wygrana jest mało prawdopodobna. Po prostu - jakkolwiek to zabrzmi - nieznajomość prawa zawsze szkodzi.

Kwestia 12 miesięcy. Może Pan skarżyć gminę ale za okres "po upływie 12 m-cy" jeśli będzie się ociągać, a nie za 12 m-cy, bo prawo mówi wprost, że gmina może ALE NIE MUSI w tym czasie wydać decyzji wz. Więc nie ma po co się nawet fatygować do sądu.

kontr-urbanista's picture
Łukasz Grzesiak napisał/a:
123rs napisał/a:

Dziękuje bardzo za odpowiedz.
Ale ciągle uwazam, ze do 12miesiecy to nie 12miesięcy..., i skoro mozna ustalic ze nie zdążą z planem , (tak mnie poinformowal wykonawca Planu!!!)to jest to zlośliwośc i szykana... .
Kończąc wątek, nurtuje mnie jeszcze temat ewent.
> odszkodowania. Jeżeli wczoraj moglem budowac siedlisko na włościach, a dzisiaj już nie bo plan nie dopuści tego co dawały Warunki Zabudowy..., czy to jest obniżenie wartości działki???<

Wg prawa (niestety!) decyzja o wz nie musi być zgodna ze studium, czego skutkiem jest samowola budowlana np. na terenach do tego nie przeznaczonych. Plan musi. Stąd różnica. Teoretycznie może Pan ubiegać się o odszkodowanie na skutek ustaleń studium, ale każdy sąd zapyta się czy złożył Pan stosowne uwagi na etapie sporządzania studium i jak wtedy była reakcja gminy. Jeśli nie to:
a) "przepał Pan" swój moment i jest post factum
b) lub powinien wiedzieć Pan co Pan kupuje - jeśli kupił Pan działkę po uchwlaeniu studium.
Wygrana jest mało prawdopodobna. Po prostu - jakkolwiek to zabrzmi - nieznajomość prawa zawsze szkodzi.

Kwestia 12 miesięcy. Może Pan skarżyć gminę ale za okres "po upływie 12 m-cy" jeśli będzie się ociągać, a nie za 12 m-cy, bo prawo mówi wprost, że gmina może ALE NIE MUSI w tym czasie wydać decyzji wz. Więc nie ma po co się nawet fatygować do sądu.

W przypadkach podobnych do dyskutowanego mamy często odruch rutynowej oceny sytuacji tj. na dwa sposoby: albo inwestor chce "wymusić" zabudowę na terenach rolnych albo gmina jest złośliwa.

Ale możemy na to spojrzeć także bardziej "bezstronnie" tj. nie zakładając złej woli żadnej ze stron konfliktu. Temat jest niezwykle ważny dotyczy bowiem granic ustawowej ochrony własności i ustawowo dopuszczalnej ingerencji w tę własność.

Myślę, że w powyższej sprawie nie wszystko zostało wyjaśnione i istnieje jeszcze (choć mocno ograniczona) możliwość pozytywnego załatwienia kwestii wnioskowanej lokalizacji.

Nie mogę się zgodzić z poglądem, że właściciel gruntu, na etapie sporządzania (zmiany) studium, "może przespać" kwestię przeznaczenia swojej nieruchomości - studium nie określa przeznaczenia a jedynie mniej lub bardziej szczegółowo kierunki polityki przestrzennej.

Kwestionowanie tej polityki w formie sprzeciwów do studium lub w trybie skargowym (do sądu administracyjnego) jest generalnie w sensie prawnym praktycznie niewykonalne.

Nie oznacza to jednak, że nie możemy zaskarżyć do sądu administracyjnego realizacji tej polityki w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego.

Władztwo planistyczne gminy na etapie sporządzania planu miejscowego nie może naruszać istoty prawa własności - jeśli więc gmina zakazuje zabudowy terenów rolnych - nawet zgodnie ze studium - nie może używać jako jedynego uzasadnienia tego zakazu wymogu zgodności planu ze studium.

Może się bowiem okazać, że np.studium zostało sporządzone z naruszeniem prawa.

Szczególnie istotne jest w takim przypadku dokładne przeanalizowanie, czy nakazując planistycznie rolnicze korzystanie z danego terenu (przeznaczenie) jednocześnie nie pozbawiamy właściciela (również planistycznie) całkowitej możliwości realizacji tego nakazu (w tym realizacji zabudowy na gruntach rolnych dopuszczalnej).

Nie może mieć w takiej sytuacji jakiegokolwiek znaczenia kwestia kiedy inwestor stał sie właścicielem danego gruntu rolnego.

Na podstawie obserwowanej dotychczas praktyki w odniesieniu do gruntów rolnych można zaryzykować tezę, że większość problemów planistycznych z tymi gruntami (w planach miejscowych) wynika z postrzegania ich jako tereny posiadające swego rodzaju "pierwotne przeznaczenie", nad którym najczęściej przechodzimy do porządku dziennego.

A przecież tereny rolne, które w planie uzyskują status "tereny rolne" to tereny takie same jak np. tereny przeznaczone pod przemysł. Komu by przyszło do głowy przeznaczać dany obszar pod działalność przemysłową i jednocześnie zakazywać zabudowy dla tej działalności niezbędnej?

Na marginesie uwagi:
"Wg prawa (niestety!) decyzja o wz nie musi być zgodna ze studium, czego skutkiem jest samowola budowlana np. na terenach do tego nie przeznaczonych."

budowa na danym terenie obiektu niezgodnego ze studium ale dopuszczona na podstawie warunków zabudowy nie jest samowolą budowlaną.

Łukasz Grzesiak's picture
quidam napisał/a:
Łukasz Grzesiak napisał/a:
123rs napisał/a:

Dziękuje bardzo za odpowiedz.
Ale ciągle uwazam, ze do 12miesiecy to nie 12miesięcy..., i skoro mozna ustalic ze nie zdążą z planem , (tak mnie poinformowal wykonawca Planu!!!)to jest to zlośliwośc i szykana... .
Kończąc wątek, nurtuje mnie jeszcze temat ewent.
> odszkodowania. Jeżeli wczoraj moglem budowac siedlisko na włościach, a dzisiaj już nie bo plan nie dopuści tego co dawały Warunki Zabudowy..., czy to jest obniżenie wartości działki???<

Wg prawa (niestety!) decyzja o wz nie musi być zgodna ze studium, czego skutkiem jest samowola budowlana np. na terenach do tego nie przeznaczonych. Plan musi. Stąd różnica. Teoretycznie może Pan ubiegać się o odszkodowanie na skutek ustaleń studium, ale każdy sąd zapyta się czy złożył Pan stosowne uwagi na etapie sporządzania studium i jak wtedy była reakcja gminy. Jeśli nie to:
a) "przepał Pan" swój moment i jest post factum
b) lub powinien wiedzieć Pan co Pan kupuje - jeśli kupił Pan działkę po uchwlaeniu studium.
Wygrana jest mało prawdopodobna. Po prostu - jakkolwiek to zabrzmi - nieznajomość prawa zawsze szkodzi.

Kwestia 12 miesięcy. Może Pan skarżyć gminę ale za okres "po upływie 12 m-cy" jeśli będzie się ociągać, a nie za 12 m-cy, bo prawo mówi wprost, że gmina może ALE NIE MUSI w tym czasie wydać decyzji wz. Więc nie ma po co się nawet fatygować do sądu.

Jedna rzecz quidam - otóż ja nigdzie nie stwierdziłem, że paradoks, który zauważyłeś - jest sensowny. Ja tylko Panu napisałem interpretacje przepisów już istniejących, nie odnosząc się co do meritum "poprawności planistycznej poszczególnych potencjalnie możliwych zapisów" w studium. To po pierwsze.

A przecież tereny rolne, które w planie uzyskują status "tereny rolne" to tereny takie same jak np. tereny przeznaczone pod przemysł. Komu by przyszło do głowy przeznaczać dany obszar pod działalność przemysłową i jednocześnie zakazywać zabudowy dla tej działalności niezbędnej?

Po drugie - oczywiście jest to racja. W czym więc problem?... otóż ja zakładam, iż skoro gmina ma w studium zakaz zabudowy (bez dyskusji nad jego oprawnością) to wyobrażam sobie, że jest on czymś ważnym podyktowany, np. możliwością osuwania się mas ziemnych, terenami góniczymi, podtopieniami (czy szerzej - uwarunkowaniami ekofizjograficznymi). Jeśli został wpisany bez uzasadnienia, ad hoc - to oczywiście jest to błąd co do zasady.

Na marginesie uwagi:
"Wg prawa (niestety!) decyzja o wz nie musi być zgodna ze studium, czego skutkiem jest samowola budowlana np. na terenach do tego nie przeznaczonych."

budowa na danym terenie obiektu niezgodnego ze studium ale dopuszczona na podstawie warunków zabudowy nie jest samowolą budowlaną.

Oczywiście racja. Pragnę wyjaśnić, iż używając słowa "samowola" miałem na myśli jego znaczenie "gdzie popadnie". Ale poprawiam się - na forum fachowym, nie ma mowy o potoczności ;)

I jeszcze jedno. Proszę nie nadinterpretowywać mojej wypowiedzi. Nigdzie nie napisałem, że paradoks o którym quidam piszesz jest poprawny co do zasady sztuki planistycznej. Sucho odniosłem się tylko do faktów, które zostały przedstawione i z góry zakładam, że jest jakiś czynnik determinujący taki zapis w studium. Tylko tyle. A czy jest to kwestia już naruszenia praw rzeczowych do własności, to już zupełnie inny problem, np. właściwej partycypacji społecznej w planowaniu i umiejętności godzenia różnych interesów.

Pozdrawiam

kontr-urbanista's picture

Nie rozumiem jak to się stało ale w cytacie mojego postu widzę fragmenty innego autorstwa - chętnie odpowiem ale na poprawiony post.

Łukasz Grzesiak's picture

Tak quidam - chciałem zacytować "kawałki" Twojej wypowiedzi, ale opcja "cytuj" najwyraźniej działa tu trochę inaczej niż na innych portalach... ;)

Pozdrawiam

kontr-urbanista's picture

Jak rozumiem, za intencją Portalu tworzącego dział „Pomoc dla inwestora” stoi deklaracja rzeczywistej pomocy proszącym o taką pomoc.
Oczywiście jest to szalenie ryzykowne przedsięwzięcie – to trochę takie planistyczne „leczenie na odległość”.
Ale jeśli mieliśmy determinację przy tworzeniu działu to bądźmy w tej determinacji konsekwentni i rzeczywiście przynajmniej próbujmy ludziom pomóc.

„W czym więc problem?... otóż ja zakładam, iż skoro gmina ma w studium zakaz zabudowy (bez dyskusji nad jego oprawnością) to wyobrażam sobie, że jest on czymś ważnym podyktowany, np. możliwością osuwania się mas ziemnych, terenami góniczymi, podtopieniami (czy szerzej - uwarunkowaniami ekofizjograficznymi).”

W mojej ocenie takie założenie prowadzi tylko do jednej konkluzji: że to gmina ma rację. Ale to akurat inwestor już usłyszał w gminie. Od nas oczekuje innej konkluzji. Spróbujmy więc ją sformułować.

W mojej ocenie należy analizować problem przy całkowicie odwrotnym założeniu: zakaz zabudowy w studium nie musi być poprawny, stąd możliwość (potencjalna) zakwestionowania tego zapisu na etapie planu miejscowego. To jedyna możliwość i jednocześnie jedyna szansa inwestora (123rs).

Jeśli inwestor chce utworzyć siedlisko NIEZBĘDNE do prowadzenia działalności rolniczej a plan miejscowy mu to skutecznie uniemożliwia to nie tylko inwestor ma problem ale także gmina.

Jeśli natomiast postulat tworzenia siedliska jest jedynie pretekstem do zabudowy niekoniecznie rolniczej (tylko np. MN) to oczywiście nie ma tematu.

Łukasz Grzesiak's picture

"Jak rozumiem, za intencją Portalu tworzącego dział „Pomoc dla inwestora” stoi deklaracja rzeczywistej pomocy proszącym o taką pomoc.
Oczywiście jest to szalenie ryzykowne przedsięwzięcie – to trochę takie planistyczne „leczenie na odległość”.
Ale jeśli mieliśmy determinację przy tworzeniu działu to bądźmy w tej determinacji konsekwentni i rzeczywiście przynajmniej próbujmy ludziom pomóc."

Oczywiście w podtekście jest powiedziane - nie masz pojęcia o czym mówisz, więc siedź cicho. Otóż quidam wypraszam sobie. Po pierwsze - nie mam realnych przesłanek, by sądzić że zakaz jest bezsensowny - w końcu studium tej gminy było robione nie przez laików ale uprawnionych do tego ludzi, więc wybacz, ale to od razu każe mi zakładać, że z jakiegoś sensownego powodu jest tam to co jest. Twoja konkluzja jest zła: to nie gmina ma rację, to potencjalnie urbanista ją miał. Ale tylko potencjalnie - obaj wiemy, że zakazów nie daje się tak ad hoc. Ja np. zakazuję zabudowy na stały pobyt ludzi w obrębie stref oddziaływania od siłowni wiatrowych i ustanawiam tam R... i wcale tego nie uważam za błąd.

"W mojej ocenie należy analizować problem przy całkowicie odwrotnym założeniu: zakaz zabudowy w studium nie musi być poprawny, stąd możliwość (potencjalna) zakwestionowania tego zapisu na etapie planu miejscowego. To jedyna możliwość i jednocześnie jedyna szansa inwestora (123rs)."

Takie podejście jest z góry nakierowane na szukanie przysłowiowej dziury w całym i podważanie urbanistycznych/ruralistycznych założeń. Heh... i właśnie to tydzień temu przeżyłem - przykład: plan miejscowy, w którym wpisałem zakaz zabudowy MN ze względu na ponad 20% nachylenie oraz hydroizobatę pokazującą mniej niż 60 cm do wód gruntowych. Oczywiście znalazł się inwestor z pretensjami ograniczania prawa własności i grożący wręcz. Mówię nie i koniec dyskusji. Moja ekspertyza geologiczna i ekofizjografia jest jednoznaczna. Więc gość mi przyprowadza... innego - co szczególnie smutne - urbanistę, który jeszcze się kłóci i mówi, że dziś nie problem postawić budynki na zboczu o takim nachyleniu. I to jest właśnie taki sposób pojmowania i podejścia do tematu.

Z resztą się zgadzam, prawie.

kontr-urbanista's picture

„Po pierwsze - nie mam realnych przesłanek, by sądzić że zakaz jest bezsensowny - w końcu studium tej gminy było robione nie przez laików ale uprawnionych do tego ludzi, więc wybacz, ale to od razu każe mi zakładać, że z jakiegoś sensownego powodu jest tam to co jest.”

Też bym tak chciał! Niestety, „szara rzeczywistość” każe zakładać (na wszelki wypadek) coś zupełnie odwrotnego - uprawnienia nie dają patentu na nieomylność.

„Wniosku nie uwzględniono ze wzgl na sprzeczność z zapisami w Studium"... , Podpowiedziano mi żeby złożyć wniosek o zmiany w tymże Studium (…).”

Takie stanowisko gminy każe mi co najmniej wątpić w zakładaną „sensowność powodu”.
Dlatego wniesienie sprzeciwu do projektu planu miejscowego w czasie jego wyłożenia i w przypadku odmowy uwzględnienia tego sprzeciwu skarga do sądu administracyjnego wydają mi się w dyskutowanym przypadku najprostszym rozwiązaniem.

„Ja np. zakazuję zabudowy na stały pobyt ludzi w obrębie stref oddziaływania od siłowni wiatrowych i ustanawiam tam R... i wcale tego nie uważam za błąd.”

Rozumiem, że obszar R z zakazem zabudowy na stały pobyt ludzi należy do inwestora tych siłowni?

Filip Sokołowski's picture

Łukasz Grzesiak napisał/a:

Tak quidam - chciałem zacytować "kawałki" Twojej wypowiedzi, ale opcja "cytuj" najwyraźniej działa tu trochę inaczej niż na innych portalach... ;) Pozdrawiam

Opcja cytuj działa tu identycznie jak na innych portalach - dla przykładu podaję chyba największe forum Goldenline. Klikając opcję cytuj zaznacza się cały tekst - ale to Ty decydujesz co się ma wyświetlać, kasując niepotrzebną treść. Ważne żeby z przodu i z tyłu została cała zawartość nawiasów.

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

Łukasz Grzesiak's picture

... za wyjaśnienie, swojego czasu byłem przyzwyczajony do serwisu grono.net i tak mi zostało ;)... pozdrawiam

Łukasz Grzesiak's picture

Tak, teren należy w 90% do inwestora. W tych 10% też nie jest możliwe postawienie zabudowy mieszkaniowej ze względu na "graniczność potencjalnego" oddziaływania hałasu czy pulsującego zacienienia albo świateł sygnalizacyjnych. Tak więc są sytuacje, które takie zakazy warunkują. Ale co do zasady - zgadzam się z Tobą.



Nawigacja

Aktywni użytkownicy

Aktualnie jest 0 użytkowników i 28 gości online