Wyobraźmy sobie taką sytuację:
Spotykasz się z mieszkańcem, żeby opowiedzieć mu o projekcie rewitalizacji jego dzielnicy.Pierwsze pytanie jakie ów mieszkaniec Ci zada, będzie brzmiało najprawdopodobniej tak: Pani/Panie, a cóż to takiego ta Rewitalizacja?
Postarajmy się zatem odpowiedzieć na to pytanie i uświadomić sobie, po co nam człowiek w tym procesie?
Często spotykam się w swojej pracy z hasłami rewitalizacja, rewitalizować, zrewitalizować, itd. Często niestety zdarza się tak, że ktoś błędnie używa tego pojęcia lub nie do końca rozumie jego znaczenie. Zacznijmy więc może od tego co to jest ta rewitalizacja, czym się zajmuje i co ma za zadanie zrewitalizować?
Tak naprawdę każdy z nas może stworzyć swoją definicję rewitalizacji. Nie jest to żaden problem. Nie ulega wątpliwości, że inną definicję stworzy człowiek, który się tym zajmuje na co dzień, inną sprzedawca w sklepie, inną prawnik, a jeszcze inną przedszkolak. Literatura również serwuje nam całą masę definicji, od bardzo prostych do bardzo złożonych. W tym miejscu przytoczę definicję, która jest dla mnie najważniejsza i osobiście najbardziej mi odpowiada:
Rewitalizacja to planowe działanie mające na celu zmianę struktury funkcjonalno – przestrzennej zdegradowanych obszarów miasta i w konsekwencji ich ożywienie gospodarcze i społeczne. (T. Kaczmarek)
Zadaniem rewitalizacji jest więc zrewitalizowanie tkanki miejskiej, wiejskiej, przemysłowej, tkanki, która jest zdegradowana, podupadła i wprowadzenie nowej jakości, podarowanie jej przysłowiowego „kopa”, który pchnie tą przestrzeń do przodu, wyciągnie z dołka. Jednak tkanka miejska nie składa się tylko i wyłącznie z budynków, placów, ulic, parków, ale przede wszystkim składa się z ludzi. Jak to powiedział jeden z autorów definicji rewitalizacji trzeba rewitalizować „Ludzi, a nie kamienie…” i tego należy się trzymać, w każdym procesie rewitalizacji zdegradowanej tkanki miejskiej trzeba na pierwszym miejscu stawiać człowieka.
Idąc dalej należy zastanowić się, kto będzie się zajmował rewitalizacją tych zdegradowanych części tkanki miejskiej. Modeli jest wiele i tak naprawdę, co kraj to obyczaj. W tym miejscu będę się opierał na przykładzie z Wrocławia, gdzie działania rewitalizacyjne koordynuje pełnomocnik Prezydenta Miasta Wrocławia do spraw rewitalizacji w randze Wiceprezydenta Miasta. Do pomocy Prezydent Miasta ma również kierownika projektu oraz, od niedawna, specjalnie powołaną do tego spółkę działającą na zasadzie partnerstwa publiczno-prywatnego, która stała się partnerem miasta w zakresie prowadzenia procesu rewitalizacji we Wrocławiu. Wrocławska Rewitalizacja Sp. z o.o. bo o tej spółce mowa, została założona w czerwcu 2008 roku. Gmina Wrocław posiada 51% udziału w spółce należy, a 49% należy do BIG-STÄDTEBAU GmbH z Kilonii-Kronshagen, niemieckiej firmy operatorsko-powierniczej ds. rewitalizacji – wybranej w drodze konkursu jako partner Gminy Wrocław do założenia spółki celowej. Zadaniem spółki jest realizacja zadań własnych Gminy Wrocław poza sferą użyteczności publicznej, służących realizacji Lokalnego Programu Rewitalizacji Wrocławia, przyjętego uchwałą Rady Miejskiej Wrocławia Nr XLIV/2969/05 (Biuletyn Urzędowy RMW z 16 grudnia 2005 r. Nr 12, poz.698) z dnia 8 grudnia 2005 roku.
W innych miastach spotkać możemy pełnomocników, specjalne wydziały i działy, a także pojedyncze osoby odpowiedzialne za koordynowanie i przeprowadzanie procesów rewitalizacji.
Wiemy już kto może zająć się rewitalizacją, teraz pomyślmy kogo lub czego ona powinna dotyczyć. Jak już napisałem na wstępie najważniejszy jest człowiek. Należy zawsze się nad nim pochylić, wysłuchać, porozmawiać, wskazać co się zmieni w jego otoczeniu.
W tym momencie dochodzimy do najważniejszej części składowej procesu rewitalizacji, czyli do partycypacji społecznej, a tak po polsku do uczestnictwa i osobistego zaangażowania mieszkańców w procesie rewitalizacji. W tym momencie zaczynają się schody, co z tego, że wiemy co chcemy zrobić, co z tego, że mamy na to fundusze, co z tego, ze projekt już jest gotowy i czeka na wdrożenie, co z tego? Jak staje nam na drodze osoba, mieszkaniec, użytkownik przestrzeni do „zrewitalizowania”, który ma tak zwany syndrom NIMBY, czyli (Not In My Back Yard) – “nie na moim podwórku”. Spotyka się z tym każdy, kto zajmuje się urbanistyką, planowaniem przestrzennym, rewitalizacją czy dowolną inną dziedziną ingerującą w jakiś sposób w przestrzeń i własność prywatnych użytkowników. W tym miejscu należy zastanowić się jakie działania podjąć, żeby ten człowiek stał się naszym sprzymierzeńcem w procesie rewitalizacji, żeby zrozumiał, że to dla niego i dla jego dobra chcemy coś zmieniać w jego otoczeniu.
Bogate doświadczenia w dziedzinie „pozyskiwania” mieszkańców do procesu rewitalizacji ma Poznań (na szczególną uwagę zasługuje proces rewitalizacji Śródki). We Wrocławiu procesom rewitalizacji towarzyszą kampanie społeczne, spotkania, festyny, publikacje na internetowych i udostępnianie projektów rewitalizacji opinii publicznej. Jednym z ciekawszych pomysłów, które miały swoje miejsce w ostatnich miesiącach było połączenie projektu rewitalizacji dla Rynku Psiego Pola we Wrocławiu z opracowywaniem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla tego samego obszaru. Fakt, że projektem rewitalizacji i projektem mpzp zajmował się ten sam zespół, pozwalało na wprowadzenie tych samych standardów i utrzymanie spójności w obydwu projektach. Ważny był tutaj również proces partycypacji, który przebiegał dwutorowo, zarówno w procedurze planistycznej jak i procedurze procesu rewitalizacji.
Nie zawsze jest jednak tak pięknie. Czasem trzeba się pomęczyć i znaleźć sposób na aktywizację społeczeństwa. Takie sposoby to między innymi:
·   Piknik z udziałem mieszkańców,

·   Spotkania na których tłumaczy się założenia projektu,

·   Ankiety wypełniane podczas pikników, spotkań, rozsyłane do domów,

·   Sody internetowe, telefoniczne, uliczne,

·   Spotkania projektantów z mieszkańcami,

·   Reklama i propagowanie w lokalnej prasie,

·   Plakaty i prospekty informacyjne,

·   Osoba lub jednostka oddelegowana do udzielenia pełnej informacji zainteresowanym.
Nie można jasno stwierdzić, czy tego typu działanie przyniesie spodziewany skutek. Należy jednak próbować i starać się dotrzeć do mieszkańców. gdyż najgorsze co może się przytrafić to brak prawdziwej informacji, dezinformacja i plotka, która bardzo szybko może położyć nam cały projekt, zanim na dobre się rozpędzi.
W tym miejscu pozostaje mi życzyć wszystkim, którzy stają na początku drogi wyboistej i krętej, a związanej z partycypacją społeczną w rewitalizacji, otwartego umysłu, ciekawych pomysłów i odwagi do ich realizacji, a jeśli macie jakieś pomysły, jeśli znacie jakieś przykłady, podzielcie się z nami.

Podziel się!