Zachęcam Was do zapoznania się z felietonem Pawła Jaworskiego, który ukazał się na stronie internetowej Magazynu Miasta. To jest tekst niewygodny, ale potrzebny. Myślę, że u wielu osób wywoła on wzburzenie…z całą pewnością będziemy wśród nich i my – urbaniści, bo między innymi do nas ten tekst jest adresowany. Zdaniem Autora, który też jest urbanistą, my (jako grupa zawodowa) często występujemy po tej złej stronie mocy wspierając wraz z politykami i deweloperami utrzymanie obecnego systemu w planowaniu przestrzennym. Wspieramy go poprzez swoją bierność. Nie lobbujemy na rzecz zmian. Nasza aktywność kończy się na wygłaszaniu szczytnych idei urbanistycznych w gronie eksperckim, co oczywiście ani trochę nie przybliża nas do normalności.

Ten tekst jest niewygodny, bo stawia nas w świetle, w którym nie chcielibyśmy się zobaczyć. Przecież każdy z nas (tak zakładam) doskonale wie, że obecny system planowania przestrzennego nie jest doskonały i sprzyja działaniom patologicznym, które od czasu do czasu wychodzą na jaw przy okazji bardziej medialnych spraw. Każdy potrafi powiedzieć co jest źródłem tych patologii. My chcemy być postrzegani jako orędownicy zmian. Jednocześnie my tych zmian nie proponujemy, my o nich nie dyskutujemy. Czekamy aż ktoś podstawi nam je pod nos i wtedy na krótko mobilizujemy się by wspólnie je skrytykować, po czym bierzemy głęboki oddech i wracamy do swoich zajęć. Ta “mobilizacja” jest tym większa im bardziej proponowana zmiana wpływa na system, w którym nauczyliśmy się funkcjonować i na rolę, którą w nim pełnimy. Wystarczy przypomnieć zwiększoną aktywność przy okazji deregulacji zawodu urbanisty, która obniżyła status naszego zawodu, a ostatnio “lex deweloper”, który może sprawić, że nasza praca przestanie być komukolwiek potrzebna. Słowem, angażujemy się w dyskusję o zmianach tylko wtedy kiedy sami jesteśmy zagrożeni. Można więc zadać pytanie, czy my tak naprawdę jesteśmy zainteresowani zmianą obecnego systemu?

Ten tekst jest niewygodny z jeszcze jednego powodu. Autor, za Arturem Celińskim (“W jawności siła!”) z Magazynu Miasta wzywa do jawności wszelkich postępowań zmierzających do ustalenia praw do zabudowy. W wywiadzie, do którego wysłuchania też Was serdecznie zachęcam Paweł Jaworski proponuje funkcję rzecznika praw mieszkańców, swego rodzaju kontrurbanisty, który pomagałby zrozumieć zawiłości procedur i przepisów urbanistycznych, a przede wszystkim reprezentował tych mieszkańców w “grze o przestrzeń”. Dzisiaj w tej grze wiele osób ma straconą pozycję już na samym starcie, bo nie zna jej zasad, nie wie jak może się bronić. Z tego powodu wielu rezygnuje z swojego udziału, nie angażuje się. Zadaniem kontrurbanisty byłoby wyrównanie tych szans. Myślę, że każdy z nas rozumie ten problem, ale jednocześnie wie co wprowadzenie takiego kontrurbanisty oznaczałoby dla procedur planistycznych. Z obawy przed oczywistymi konsekwencjami również dla nas samych i dla naszej pracy, wolimy nie podejmować tematu. To mimo wszystko nie jest najlepsze rozwiązanie, dlatego w imieniu portalu Urbanistyka.info sam chciałbym zaapelować o naszą (urbanistów) większa aktywność na rzecz zmian w systemie planowania przestrzennego w Polsce. Zachęcam Was do dyskusji na forum i aktywności na naszym profilu na facebook’u. Ciekaw jestem Waszego zdania na powyższy temat.

Podziel się!

  • Grzegorz Chojnacki

    Cześć
    Moim zdaniem, wbrew pozorom artykułu Pawła Jaworskiego nie odczytywał bym jako niewygodnego dla nas urbanistów. Pokazuje on obszary, w których naszych działań jest zdecydowanie za mało, wręcz zachęca nas do podejmowania aktywności zawodowej na polach dotąd zupełnie nie zagospodarowanych.
    Faktycznie najczęściej występujemy jako urbaniści ramię w ramię z politykami i
    czasami inwestorami. Rzadko zdarza się, że reprezentujemy organizacje społeczne
    lub zwykłych mieszkańców. Tu jest olbrzymie pole do popisu dla nas. Wsparcie np.
    organizacji społecznych profesjonalną wiedzą na pewno przyniosło by wiele
    dobrego. Problem oczywiście polega na sposobie finansowania takich działań, ale
    może właśnie w tym kierunku powinny iść zmiany systemowe aby zbudować
    mechanizmy, które gwarantują lub przynajmniej umożliwiają dostęp do wsparcia
    urbanisty wszystkim, którzy chcą się zaangażować w procesy planistyczne. Nie
    podoba mi się tworzenie pojęć typu „kontrurbanista”, mówisz po prostu o
    urbaniście, który świadczy usługi na rzecz innych grup niż władze czy
    inwestorzy, ale nadal jest to urbanista – specjalista, który zna się zarówno na
    procedurach jak i na poza technicznej sferze planowania. Można by to porównać
    do zawodów prawniczych, nikt nie mówi o adwokatach i kontradwokatach, po prostu
    każda ze stron ma swojego adwokata. Wiele dyskusji było by głębszych i bardziej merytorycznych gdyby wszystkie ze stron współpracowały ze swoimi urbanistami. W dyskusjach takich łatwiej by było
    uniknąć różnego rodzaju patologii: faworyzowania jednej strony, niechcianych
    manipulacji, populizmu, sprzeciwu dla samej zasady czy zwykłego pieniactwa
    wynikających często z braku merytorycznego wsparcia.
    Dalki jestem też od stawiania sprawy tak, że tylko urbanista może być partnerem w grze o przestrzeń ale na pewno będzie mu łatwiej przedstawiać problemy i znajdować optymalne
    rozwiązania. To trochę jak z zawodem piekarza, nie tylko on może piec chleb. Ale jest większe prawdopodobieństwo, że chleb nie będzie zakalcem jeśli piekarz będzie uczestniczył w procesie jego
    przygotowywania.
    Pozdrawiam

    • Filip Sokołowski

      Cześć Grzegorzu, przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale gdzieś mi umnkął Twoj komentarz. Podobnie jak Ty, uwazam, że pojęcie kontrurbanisty nie jest specjalnie trafione. Nasza wiedza i doświadczenie mogą i powinny być wykorzystywane do szukania porozumienia pomiedzy poszczegolnymi uzytkownikami przestrzeni. Dlaczego tak nie jest? Z pewnościa jednym z powodow są finanse, ale drugim, choć pewnie nie mniej istotnym, mała swiadomość dotycząca tego czym się zajmujemy i dlaczego warto szukać naszego wsparcia.