Wszystko wskazuje na to, że choć zaczęło się z rozmachem, to skończy się na niczym. Miał być Kodeks Urbanistyczno – Budowlany, miała być ustawa inwestycyjna, mówiło się nawet o przywróceniu zawodu urbanisty. Wielkimi krokami zbliżamy się do końca kadencji sejmu i jedyne co mamy to założenia. W dodatku wiemy o nich bardzo niewiele, bo Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju jest, delikatnie mówiąc, bardzo oszczędne w informowaniu o planowanych zmianach. Dla przypomnienia, ostatni komunikat w sprawie planowanych zmian był w lutym i dotyczył on zakończenia prac nad projektem ustawy, który miął być upubliczniony do końca marca 2019 roku. Po tym czasie nastąpiła cisza. Dlatego z dużym zaskoczeniem i jednocześnie zadowoleniem przyjąłem wiadomość, że przedstawiciel MIR pojawi się na wiosennej edycji “Problemów planistycznych” organizowanych we Wrocławiu przez Stowarzyszenia Urbanistów ZOIU, żeby podyskutować o planowanych zmianach. To spotkanie odbyło się 13 maja, w pierwszym dniu Seminarium i miało formę debaty. Ministerstwo reprezentowała tym razem Pani Joanna Zarzecka, Naczelnik Wydziału Planowania Przestrzennego w Departamencie Polityki Przestrzennej Ministerstwa Rozwoju i Inwestycji. 

Czego nowego udało nam się dowiedzieć?

Myślę, że gdybym powiedział, że niczego nowego się nie dowiedziałem, to byłbym niestety bardzo bliski prawdy. Gdyby ktoś zapomniał dlaczego jest tak źle jak jest to prezentacja Pani Zarzeckiej była dobrą okazją, żeby sobie temat odświeżyć, no więc dla porządku:

  • Planów miejscowych jest za mało.. ciągle 30% i najgorsze jest to, że wzrosty notowane są znikome,
  • Plany są obrzydliwie drogie.. średnio 7 tyś za ha i ta cena, co może być dla Was szokiem – WZRASTA! Trzeba tylko teraz ustalić GDZIE? Jakby ktoś wiedział, to poproszę info na priv!
  • Plany robi się wieki!
  • Plany obejmują coraz mniejsze obszary,
  • No i te WZtki, eh

W skrócie.. jest za mało, za drogo i za wolno! Wygląda na to, że jesteśmy jedną z bardziej leniwych, a zarazem bogatych grup zawodowych. Żyć nie umierać. Ostatnie lata pokazują, że każdy pomysł na reformę zaczyna się od założenia – trzeba przyśpieszyć, obniżyć koszty i zwiększyć przerób! Jest jeszcze jedno założenie – trzeba zwiększyć partycypacje społeczną, tylko nikt jeszcze nie wymyślił jak przy tym przyśpieszeniu wygospodarować czas na spotkania i dyskusje z mieszkańcami.

Te argumenty są niestety bezmyślnie powtarzane i to chyba irytuje najbardziej. Wystarczyłoby spojrzeć jak faktycznie wygląda sytuacja w samorządach, żeby dowiedzieć się że te 30% nie znaczy nic, a ta średnia stawka za plan bierze się stąd, że faktycznie dominują plany o bardzo małej powierzchni. Z kolei dane dotyczące czasu sporządzania planów uwzględniają również plany, których procedury albo na dobre nie wystartowały albo dobrnęły do końca, a z jakiś powodów przez lata nie są uchwalane czyli de facto są cały czas w toku. Tak na marginesie to Ministerstwo od lat jest głuche na zgłaszane problemy z przewlekłymi postępowaniami w sprawie zgody na zmianę przeznaczenia gruntów rolnych na cele nierolnicze. Skutecznie pomija się też kwestię zapisów umożliwiających jednoczesne procedowanie zmiany studium i mpzp. Tych problemów jest mnóstwo, ale jakieś takie chyba niemedialne są.

Zabrakło mi tu także autorefleksji nad wpływem ostatnio uchwalanych ustaw na ten ledwie zipiący “system” planowania przestrzennego. Mam nadzieję, że ona jest w świadomości piszących nowe przepisy.

No dobra do rzeczy, bo nie ma co przedłużać. 

Plan ogólny (tak nazwany w prezentacji, ale wcześniej była mowa o tzw. planie przeznaczenia), plan zabudowy, normatyw urbanistyczny i decyzje lokalizacyjne – to już wiecie. Jak nie wiecie to odsyłam tutaj. Ustawa o planowaniu ma dotyczyć tylko planowania miejscowego. Szczeble wojewódzki i krajowy wrzucone będą do ustawy o zasadach prowadzenia polityki rozwoju. Głównym dokumentem prowadzenia polityki przestrzennej w gminie ma być strategia rozwoju, a nie studium. Studium ma zmienić się na plan ogólny (plan przeznaczenia). To tak w skrócie.

Czas na nowinki 

Dzięki pytaniom z sali udało się kilka kwestii doprecyzować.

  • Nie będzie możliwe automatyczne przejście ze studium do planu ogólnego. Nawet jeżeli gmina ma ten dokument aktualny. Plan ogólny będzie całkowicie nowym opracowaniem, który trzeba będzie sporządzić w terminie do 3 lat od wejścia w życie ustawy,
  • Ustalenia planu ogólnego nie będą podstawą do odszkodowań z tytułu spadku wartości nieruchomości. 
  • Obowiązujące plany miejscowe zachowają moc, do czasu aż plan ogólny nie zmieni przeznaczenia w danym terenie,
  • Obowiązujące plany miejscowe będą mogły być zmieniane w terminie do 3 lat od wejścia w życie ustawy,
  • Decyzje o warunkach zabudowy będą terminowe. Założenie jest takie, żeby wyeliminować z obiegu decyzje nieskonsumowane. 
  • Decyzje lokalizacyjne będą mogły być wydawane na terenach wskazanych w planie ogólnym jako uzupełnienie zabudowy.
  • Inwestor prywatny będzie mógł partycypować w kosztach sporządzenia planu do wysokości 10 – 20% tych kosztów.

Trudno nie odnieść wrażenia, że dużo w tym kosmetyki. Przepisy te w żaden sposób nie rozwiązują podstawowych problemów, o czym wspominało wiele osób uczestniczących w debacie oraz w rozmowach kuluarowych. Pytanie jest jedno zasadnicze – czy jest sens o tym poważnie dyskutować? Pani Zarzecka zdaje się rozwiała wszelkie wątpliwości na ten temat, kiedy pytana o szanse wejścia w życie nowych przepisów odpowiedziała tak: “mamy 5 posiedzeń sejmu do końca kadencji – może się uda, może się nie uda”. Biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy na etapie założeń, a materia, której dotyczą zmiany jest niezwykle skomplikowana, to zdecydowanie większe szanse na wygraną ma ten, który obstawi tę drugą możliwość… nawet pomimo tego, że zespół pracuje ponoć tak szybko, że poszczególni jego członkowie nie wiedzą co robią z tymi przepisami ich koledzy z pokoju obok. Pomijając wszystko, bardzo doceniam fakt, że Pani Zarzecka, reprezentująca MIR zdecydowała się na spotkanie z nami. Miejmy nadzieję, że takich okazji do spotkań z osobami bezpośrednio odpowiedzialnymi za zmiany przepisów, które nas bezpośrednio dotyczą będzie zdecydowanie więcej.

I na koniec jedna rzecz, która mnie osobiście nurtuje…

Jeżeli plan ogólny nie miałby być podstawą do roszczeń odszkodowawczych to czy to oznacza, że gmina może ograniczyć tym planem obszary przeznaczone w obowiązujących aktualnie planach miejscowych pod zabudowę i potem po prostu nie uchwalać na tych obszarach planu zabudowy, żeby w ten sposób ominąć problem odszkodowania? 

 

 

Podziel się!