Po co ustawodawca wymyślił obowiązek szacowania chłonności obszarów o w pełni wykształconej zwartej strukturze funkcjonalno-przestrzennej?  

  RSS

kontr-urbanista
(@kontr-urbanista)
Bardzo Aktywny Użytkownik
Dołączył:12 miesięcy  temu
Wpisy: 158
13/09/2018 2:24 pm  

Na podstawie lektury dotychczas umieszczonych wpisów na forum mam poważną wątpliwość, czy taka wiedza jest dla wszystkich forumowiczów (i nie tylko) oczywista.


OdpowiedzCytat
kontr-urbanista
(@kontr-urbanista)
Bardzo Aktywny Użytkownik
Dołączył:12 miesięcy  temu
Wpisy: 158
17/09/2018 8:21 pm  

Ponieważ Pan Filip założył temat dotyczący wymaganego zakresu obligatoryjności sporządzania bilansu w procedurze zmiany studium, postanowiłem wyodrębnić w mojej ocenie najistotniejszy wątek z dyskusji do odrębnych rozważań - stąd moje pytanie powyżej. Być może impulsem dla rozpoczęcia tych rozważań będzie wypowiedź Pana Filipa, którą przytaczam poniżej:

Może źle się wyraziłem - mam świadomość, że bilans należy wykonywać w podziale na funkcje zabudowy. Podważam jedynie sens takiego rozwiązania ustawowego. To co chciałem przekazać, to że w wielu opracowaniach metodologicznie jeszcze jako tako kupy trzyma się określanie potrzeb rozwojowych w zakresie zabudowy mieszkaniowej. Prognozowanie zapotrzebowania na tereny usług, zwłaszcza ponadpodstawowych jest już bardziej karkołomne i to niestety widać w wielu bilansach. Badanie trendów nie wydaje się być optymalną metodą - sam w tym zakresie opieram się m.in. na danych uzyskanych od starostwa w zakresie wydawanych pozwoleń budowlanych, żeby określić tendencje rozwojowe. Ale jestem świadomy, że w dalszym ciągu jest to podejście powierzchowne, a na pewno mało strategiczne. O prognozowaniu potrzeb w zakresie zabudowy składowo-magazynowej już nie wspomnę, dla której bardzo często głównym czynnikiem determinującym lokalizację jest wybór wariantu drogi ekspresowej czy innej obwodnicy, czyli coś co de facto ucieka planowaniu ze strony gminy. W propozycji ministerstwa są pewne ramy i dobrze, ale w podejściu tym nie uwzględnia się lokalnej specyfiki gminy, jej miejsca w szerszym kontekście i wielu uwarunkowań. 
Domyślam się, że wprowadzanie idei bilansu do studium było rozwiązaniem ekspresowym, intencje były szlachetne i dobrze, że chociaż jako takie funkcjonuje, ale systemowo musi to być opracowanie bardziej kompleksowe i chyba jednak oderwane od systemu planowania przestrzennego. Póki jest częścią procedury studium, będzie traktowane instrumentalnie - kto z Was nie usłyszał choć raz od wójta/burmistrz/prezydenta: "proszę zrobić bilans tak by w lokalizacji X mogła powstać inwestycja Y"  

Cytowane spojrzenie na bilans jest dość rozpowszechnione w publicznym obiegu, m.in. wśród osób sporządzających zmiany studiów gminnych, z którymi miałem zawodowo do czynienia (tj. w ramach nadzoru prawnego wojewody) - moim zdaniem spojrzenie to zawiera błędną interpretację przepisów art. 10 ustawy planistycznej, pomijające ich istotę. 

Dobrym przykładem (do rozważań porównawczych) jest studium Gdańska i projekt studium Lublina (oba dokumenty dostępne online). Zdaję sobie sprawę, że to niezwykle trudny temat do dyskusji, ale w mojej ocenie dopóki istnieją ustawowe wymogi sporządzania takiego bilansu to warto dyskutować na ten temat.


OdpowiedzCytat
Filip Sokołowski
(@filip)
Urbanista/Redaktor Naczelny Urbanistyka.Info Admin
Dołączył:2 lata  temu
Wpisy: 111
17/09/2018 9:24 pm  

Panie Marku to nie moje słowa, tylko Kolegi o nicku mal_content. To tak dla ścisłości. Natomiast jeżeli chodzi o tytułowe pytanie, to zastanawiałem się nad odpowiedzią i powiem szczerze, że nie wiem. Nie wiem dlatego, że te przepisy zostały wprowadzone w taki sposób, że nic nie wnoszą, poza koniecznością wykonania dodatkowego opracowania, z którego na ogół wynika, że "jest ok", podczas gdy w planach miejscowych mamy ponoć rezerwę terenów mieszkaniowych dla drugiej Polski. Niby idea słuszna, ale w moim przekonaniu ktoś się przestraszył konsekwencji i dlatego dopuścił dowolność w liczeniu bilansów. 

Filip Sokołowski


OdpowiedzCytat
kontr-urbanista
(@kontr-urbanista)
Bardzo Aktywny Użytkownik
Dołączył:12 miesięcy  temu
Wpisy: 158
18/09/2018 8:26 am  
Wysłany przez: Filip Sokołowski

Panie Marku to nie moje słowa, tylko Kolegi o nicku mal_content. To tak dla ścisłości. Natomiast jeżeli chodzi o tytułowe pytanie, to zastanawiałem się nad odpowiedzią i powiem szczerze, że nie wiem. Nie wiem dlatego, że te przepisy zostały wprowadzone w taki sposób, że nic nie wnoszą, poza koniecznością wykonania dodatkowego opracowania, z którego na ogół wynika, że "jest ok", podczas gdy w planach miejscowych mamy ponoć rezerwę terenów mieszkaniowych dla drugiej Polski. Niby idea słuszna, ale w moim przekonaniu ktoś się przestraszył konsekwencji i dlatego dopuścił dowolność w liczeniu bilansów. 

Przepraszam, to rzeczywiście nie Pańskie słowa, ale mal_kontenta. Wracając do tematu: osobiście widzę pewien istotny sens w przepisach nakładających obowiązek wyodrębnienia (delimitacji) obszarów o w pełni wykształconej zwartej strukturze funkcjonalno-przestrzennej, w tym identyfikacji ich dominujących funkcji oraz określenia chłonności tych terenów (art. 10 ust.5 pkt 2 uopizp) - w mojej ocenie jest to próba ustawowego przymuszenia gminy do rzetelnej weryfikacji stanu istniejącego przestrzeni gminy; tylko takie odwzorowanie stanowić może podstawę odpowiedzialnego budowania polityki przestrzennej gminy, wydolnej finansowo w zakresie realizacji generowanych w tej polityce zadań własnych;

warto też zwrócić uwagę na "wartość dodaną" spełnienia powyższych wymogów - tym sposobem samorząd zmuszony jest (bardzo często po raz pierwszy) do świadomego "rozebrania przestrzeni gminy na czynniki pierwsze" oraz ich identyfikacji, delimitacji, wartościowania pod kątem wielkości, poprawności, kompletności, znaczenia w strukturze przestrzennej gminy itp. Realizacja (poprawna) wymogów określonych w art. 10 ust.5 pkt 2 uopizp to w mojej ocenie gwarancja późniejszego uzupełniania tych struktur o nową zabudowę tylko w zakresie wynikającym z określonej wcześniej ich chłonności i w podziale na zidentyfikowane  funkcje (jako wiążącego ustalenia studium) - tym samym skuteczna ochrona tych struktur przed nieuzasadnionym, nadmiernym "dogęszczaniem" o określone funkcje (np. deweloperka - powszechna praktyka bez jednoczesnej korekty w zakresie wymaganej infrastruktury społecznej itp.)

 

 

 

 


OdpowiedzCytat
luszczek.piotr
(@luszczek-piotr)
Członkowie Moderator
Dołączył:12 miesięcy  temu
Wpisy: 7
19/09/2018 7:09 pm  

Zgodzę się z tym że jest to ustawowa próba przymuszenia gminy do pochylenia się nad tym co ma zaplanowane. Ale czy faktycznie trzeba do tego podejść rzetelnie? Jedyne co zostało konkretnie zdefiniowane w ustawie odnosi się do zabudowy mieszkaniowej, czyli analizy w oparciu o prognozy demograficzne. Pomimo tego jest więcej bilansów, które opierają się na założeniach i wskaźnikach wyciągniętych z rękawa, niż tych rzetelnie przedstawiających stan obecny i zapotrzebowanie mieszkaniowe. Pozostałe funkcje można bilansować o bliżej niezdefiniowane proporcje i założenia wynikające ze "strategii gminy".

Osobiście uważam bilansowanie za krok w bardzo dobrym kierunku, ale jak na razie bez konkretnych konsekwencji w naszą przestrzeń.


OdpowiedzCytat
kontr-urbanista
(@kontr-urbanista)
Bardzo Aktywny Użytkownik
Dołączył:12 miesięcy  temu
Wpisy: 158
19/09/2018 9:45 pm  

To, że widzę pewne drobne zalety w procedurze bilansowania (o których napisałem wyżej) nie zmienia mojej podstawowej oceny, że generalnie bilansowanie zapisane w ustawie jest kompletnie chybionym "patentem" na rozwiązywania problemów, do których został wymyślony. 

Przy tej okazji przypomina mi się "namiętna" dyskusja na tym portalu na temat sensu i znaczenia wykonywania prognozy finansowej:

http://archiwum.urbanistyka.info/content/prognoza-skutków-finansowych-mpzp-odpowiedzialność-zawodowa

Obawiam się, że dyskusja na temat "bilansu" może podobnie przebiegać. Moim zdaniem szkoda czasu 😀 . Problem niewydolności finansowej gmin powodowanej ich nieodpowiedzialną polityką  planistyczną wymaga ponownego, poważnego pochylenia się nad tym problemem. 


OdpowiedzCytat
luszczek.piotr
(@luszczek-piotr)
Członkowie Moderator
Dołączył:12 miesięcy  temu
Wpisy: 7
20/09/2018 10:20 am  

Albo pomyśleć o edukacji planistycznej i nie mam na myśli edukowanie mieszkańców, ale osoby odpowiedzialne w gminach za planowanie przestrzenne. Wbrew pozorom możliwość bilansowania wprowadziła możliwość poruszenia tego tematu szerzej przez projektantów na spotkaniach z samorządem. Wszystko zależy od ludzi, a z mojego skromnego doświadczenia wynika, że zdarzają się przypadki kiedy przedstawienie wyników bilansu faktycznie trafia do władz gminy i w rezultacie tereny potencjalnie możliwe pod zainwestowanie w Studium są drastycznie zmniejszane.

Odrębny temat to "zagwostka" jak ustawodawca powinien podejść do tego co już zaplanowane w mpzp i dwz.


OdpowiedzCytat
Filip Sokołowski
(@filip)
Urbanista/Redaktor Naczelny Urbanistyka.Info Admin
Dołączył:2 lata  temu
Wpisy: 111
20/09/2018 10:22 pm  
Wysłany przez: kontr-urbanista

 

Przepraszam, to rzeczywiście nie Pańskie słowa, ale mal_kontenta. Wracając do tematu: osobiście widzę pewien istotny sens w przepisach nakładających obowiązek wyodrębnienia (delimitacji) obszarów o w pełni wykształconej zwartej strukturze funkcjonalno-przestrzennej, w tym identyfikacji ich dominujących funkcji oraz określenia chłonności tych terenów (art. 10 ust.5 pkt 2 uopizp) - w mojej ocenie jest to próba ustawowego przymuszenia gminy do rzetelnej weryfikacji stanu istniejącego przestrzeni gminy; tylko takie odwzorowanie stanowić może podstawę odpowiedzialnego budowania polityki przestrzennej gminy, wydolnej finansowo w zakresie realizacji generowanych w tej polityce zadań własnych;

warto też zwrócić uwagę na "wartość dodaną" spełnienia powyższych wymogów - tym sposobem samorząd zmuszony jest (bardzo często po raz pierwszy) do świadomego "rozebrania przestrzeni gminy na czynniki pierwsze" oraz ich identyfikacji, delimitacji, wartościowania pod kątem wielkości, poprawności, kompletności, znaczenia w strukturze przestrzennej gminy itp. Realizacja (poprawna) wymogów określonych w art. 10 ust.5 pkt 2 uopizp to w mojej ocenie gwarancja późniejszego uzupełniania tych struktur o nową zabudowę tylko w zakresie wynikającym z określonej wcześniej ich chłonności i w podziale na zidentyfikowane  funkcje (jako wiążącego ustalenia studium) - tym samym skuteczna ochrona tych struktur przed nieuzasadnionym, nadmiernym "dogęszczaniem" o określone funkcje (np. deweloperka - powszechna praktyka bez jednoczesnej korekty w zakresie wymaganej infrastruktury społecznej itp.)

Nie ma wątpliwości, że dobrze wykonany bilans to doskonałe źródło wiedzy o przestrzeni gminy i potrzebach związanych z jej zagospodarowaniem (mam na myśli część analityczną, bo prognozowanie na podstawie demografii uważam za nienajlepszy pomysł, ale o tym później). Problem jest jeden - w większości przypadków podaż przekracza popyt i to wielokrotnie. W takiej sytuacji gmina ma wyjście - albo kroić tereny i płacić odszkodowanie, albo tak dobrać dane do obliczeń, żeby wynik wskazał, że jest ok. Znam przypadki cięcia, ale tylko i wyłącznie wtedy kiedy tereny nie były objęte mpzp. Zakładam (bo mam wybiórczą wiedzę na ten temat), że zdecydowana większość bilansów robiona jest tak, żeby było dobrze. Oznacza to, że wartości dodane o jakich Pan pisze pozostają w sferze niewykorzystanych możliwości. Reasumując - bilans zdałby egzamin, gdyby nie fakt, że dobrze wykonany może narobić gminie problemów (przykra prawda). 

Osobiście uważam, że doskonałą bazą wiedzy na temat przestrzeni gminy może i powinna być analiza zmian w zagospodarowaniu przestrzennym gminy, która powinna być wykonana raz na kadencję zgodnie z art. 32 upizp. Ten dokument różni się od bilansu tym, że nie musi rodzić żadnych konsekwencji (przynajmniej krótkoterminowych). Gdybym był ustawodawcą, to zabrałbym się za doprecyzowanie obowiązkowych wymogów względem takiej analizy. Ten dokument do 2015r (dopóki nie pojawił się przepis mówiący, że w uzasadnieniu do mpzp trzeba się odnieść do niego) był realizowany w garstce gmin, chociaż wymóg istnieje od 2003r. Dzisiaj każda gmina, która uchwala mpzp, musi zrobić ocenę aktualności. Problem w tym, że zakres określony przepisami jest tak niedoprecyzowany, że tego typu opracowanie może mieć 5 stron, z czego 4 to tabelka z obowiązującymi planami. Gmina oczywiście w specyfikacji przetargowej może określić swoje wymagania, ale z reguły ograniczają się one do przytoczenia wspomnianego art. 32 upizp. A szkoda, bo moim zdaniem to powinno być kompendium wiedzy o przestrzeni gminy, które posłuży do podejmowania decyzji w zakresie uchwalania planów miejscowych, dyskusji z radnymi, ale także rozstrzygania wniosków poszczególnych inwestorów. Ja w swoich opracowaniach również staram się w pierwszej kolejności zidentyfikować potrzeby. Pisałem wyżej, że moim zdaniem prognozy demograficzne nie są dobrym punktem odniesienia. Kiedyś analizowałem sytuację gminy, która 20 lat temu w swoim studium szacowała wzrost liczby mieszkańców do 2020r. z 8 tyś do 20 tyś. Było to związane z sytuacją geopolityczną - gmina przy granicy z Białorusią. Studium moim zdaniem wykonane bardzo dobrze. Tyle, że dzisiaj ta gmina ma 6 tyś mieszkańców, a rok 2020 jest za pasem. Oczywiście nie ma idealnego punktu odniesienia, ale ja w swoich analizach postawiłem na wyciąganie informacji z wydawanych pozwoleń na budowę - jeszcze lepszym źródłem byłyby pozwolenia na użytkowanie, ale dostęp do tych danych jest bardzo utrudniony (zresztą z pozwoleniami na budowę też nie jest łatwo). Tendencje w wydawanych pozwoleniach na budowę odnoszę do ilości niezabudowanych działek przeznaczonych na daną funkcję w danym obrębie. Ilość niezabudowanych działek ustalam na podstawie danych z mpzp dot. min. powierzchni działki - (oczywiście działki mogą być różne, dlatego szacunki traktuję na zasadzie - niska, umiarkowana, duża i ogromna różnica między podażą a popytem). Wynik podaję w ilości lat, które są potrzebne do zabudowy wszystkich terenów przeznaczonych pod daną funkcję w mpzp uwzględniając np. ostatnie 10 letnie tendencje. I wyniki są czasem zatrważające - np. 500 lat. W takim przypadku nie da się zrobić bilansu "po bożemu". I myślę, że ustawodawca dobrze sobie zdawał z tego sprawę, dlatego nie określił wytycznych do bilansów. W rezultacie wszyscy się oszukujemy.

 

This post was modified 11 miesięcy  temu by Filip Sokołowski
This post was modified 11 miesięcy  temu by Filip Sokołowski
This post was modified 11 miesięcy  temu by Filip Sokołowski

Filip Sokołowski


OdpowiedzCytat
Filip Sokołowski
(@filip)
Urbanista/Redaktor Naczelny Urbanistyka.Info Admin
Dołączył:2 lata  temu
Wpisy: 111
20/09/2018 10:31 pm  
Wysłany przez: kontr-urbanista

Przy tej okazji przypomina mi się "namiętna" dyskusja na tym portalu na temat sensu i znaczenia wykonywania prognozy finansowej:

http://archiwum.urbanistyka.info/content/prognoza-skutków-finansowych-mpzp-odpowiedzialność-zawodowa

Obawiam się, że dyskusja na temat "bilansu" może podobnie przebiegać. Moim zdaniem szkoda czasu 😀 . Problem niewydolności finansowej gmin powodowanej ich nieodpowiedzialną polityką  planistyczną wymaga ponownego, poważnego pochylenia się nad tym problemem. 

No nie Panie Marku, w tamtej dyskusji byli wszyscy na jednego, a w tej trudno znaleźć kogoś, kto uważałby, że bilans to rozwiązanie idealne od początku do końca. Raczej wszyscy myślą tak samo.

Filip Sokołowski


OdpowiedzCytat
Filip Sokołowski
(@filip)
Urbanista/Redaktor Naczelny Urbanistyka.Info Admin
Dołączył:2 lata  temu
Wpisy: 111
20/09/2018 10:35 pm  
Wysłany przez: kontr-urbanista

Obawiam się, że dyskusja na temat "bilansu" może podobnie przebiegać. Moim zdaniem szkoda czasu 😀 . Problem niewydolności finansowej gmin powodowanej ich nieodpowiedzialną polityką  planistyczną wymaga ponownego, poważnego pochylenia się nad tym problemem. 

Rozwiązanie jest chyba jedno - podatek katastralny.

Filip Sokołowski


OdpowiedzCytat
kontr-urbanista
(@kontr-urbanista)
Bardzo Aktywny Użytkownik
Dołączył:12 miesięcy  temu
Wpisy: 158
21/09/2018 9:34 am  
Wysłany przez: Filip Sokołowski

W rezultacie wszyscy się oszukujemy.

 

To jest bardzo dobra puenta całej naszej dyskusji.

Ale jeśli śledził jej przebieg "ustawodawca", mógł odnieść wrażenie, że trafił na osoby nieprofesjonalne, które nie potrafią docenić "geniuszu" dyskutowanych rozwiązań ustawowych. Tak na wszelki wypadek (bo może przez przypadek, ale  "ustawodawca" trafił na naszą dyskusję) mam do niego jedno drobne pytanie dotyczące filozofii bilansowania (której nie ogarniam), sformułowanej w art. 10 ustawy planistycznej i w tej kwestii o wyjaśnienie proszę (jak Kmicic Radziwiłła):

w art. 10 ust. 5 pkt 3 zapisano obowiązek szacowania chłonności obszarów przeznaczonych w obowiązujących planach miejscowych pod zabudowę; tak oszacowana chłonność tworzy sumę chłonności, która jest następnie bilansowana z chłonnością wynikającą z prognozy demograficznej;

zmiana a  szczególnie opracowanie nowej wersji studium powoduje zawsze nieważność pewnej części obowiązujących planów zagospodarowania przestrzennego (nie zaistniałaby w ogóle taka nieważność jedynie w przypadku utrzymania dotychczasowej polityki przestrzennej, a to z kolei podważałoby sens dokonywania zmiany studium);

jak łatwo (?) zauważyć, część chłonności (wynikającej z ustaleń planów, które przestaną być aktualne w wyniku zmiany polityki przestrzennej), przestanie istnieć, co powoduje "wsteczną" dezaktualizację chłonności dokonanej w trybie art. 10 ust. 5 pkt 3 i tym samym stawia pod znakiem zapytania końcowe wyniki bilansu stanowiące podstawę konstrukcji nowej polityki przestrzennej gminy;

I na koniec: mi coś umknęło czy "ustawodawcy"?

 

 

 

 

 


OdpowiedzCytat
Filip Sokołowski
(@filip)
Urbanista/Redaktor Naczelny Urbanistyka.Info Admin
Dołączył:2 lata  temu
Wpisy: 111
24/09/2018 2:49 am  

No nie zawsze zmiana wpływa na bilans - stąd moje pytanie w dyskusji  https://urbanistyka.info/community/main-forum/drobna-zmiana-studium-bez-bilansu-czy-to-przejdzie/paged/2/#post-71

Wracając jednak do Pana wątpliwości to ustawodawca pomimo, że odnosi się do chłonności wynikającej z obowiązujących planów zdaje się nie dostrzegać problemu opisanego przez Pana. Co mnie jakoś specjalnie nie dziwi. Utwierdza to z kolei słuszność mojej oceny dot. bilansów - jest to rozwiązanie jak najbardziej potrzebne, ale sposób jego wprowadzenia sprawia, że nie wnosi ono nic, poza dodatkową robotą dla samorządów i urbanistów. Ta robota to w przeważającej ilości przypadków sztuka dla sztuki, niestety... no chyba, że robi się dwie wersje bilansu - taką do użytku wewnętrznego, żeby wiedzieć na czym stoimy i taką, która się nadaje do publikacji:)

This post was modified 11 miesięcy  temu by Filip Sokołowski
This post was modified 11 miesięcy  temu by Filip Sokołowski

Filip Sokołowski


OdpowiedzCytat
kontr-urbanista
(@kontr-urbanista)
Bardzo Aktywny Użytkownik
Dołączył:12 miesięcy  temu
Wpisy: 158
26/09/2018 10:58 am  
Wysłany przez: Filip Sokołowski

No nie zawsze zmiana wpływa na bilans ...(...)

 

Panie Filipie, szanuję Pański punkt widzenia, ale absolutnie się z nim nie zgadzam - zmiana studium zawsze wpływa na bilans, niestety. Tak różne postrzeganie tej kwestii przez nas wynika, niestety, z prozaicznej (jak by się mogło wydawać) przyczyny - tj. z różnego rozumienia pojęcia ZMIANA studium. Obserwuję od wielu lat nagminnie praktykowaną metodę sporządzania studium "à la plan ogólny", gdzie zapisy planistyczne mają niewiele wspólnego z USTALANIEM KIERUNKÓW ROZWOJU a sprowadzają się w głównej mierze do PRZEZNACZANIA TERENÓW, (nb zarezerwowanego  w obecnym stanie prawnym wyłącznie dla planów miejscowych). Trudno się jednak dziwić projektantom, których większość życie zawodowe spędziła na sporządzaniu planów ogólnych (w których przeznaczano tereny pod skonkretyzowane funkcje) aby na zawodowej emeryturze zmienili warsztatowe przyzwyczajenia i zaczęli USTALAĆ KIERUNKI (czy bardziej górnolotnie: kreować politykę). Trudno też oczekiwać, że wyznawcy planistyki "à la plan ogólny" (a takich jest miażdżąca większość), przekażą następnemu pokoleniu zawodowemu inne wzorce - dlatego też "epidemia" filozofii planów ogólnych w studiach gminnych trwa w najlepsze i jej końca nie widać. I tu dochodzimy do sedna problemu ZMIANY ustaleń studium i jej wpływu na bilans - jeśli studium jest "zapisane" językiem planu ogólnego (nagminne) to wynikająca z tego faktu szczegółowość zapisów wymaga bardzo często korekty, nazywanej ZMIANĄ, choć zmianą kierunku polityki przestrzennej nie jest - czyli de facto nie jest ZMIANĄ studium. Jeśli czymś jest, to NIBY ZMIANĄ, którą się proceduje na wszelki wypadek. I w tym przypadku rzeczywiście taka "niby zmiana" może nie mieć wpływu na bilans, o którym dyskutujemy.

 

 

 


OdpowiedzCytat